życie po odejściu od alkoholika - epilog

Wszystko związane z chorobą alkoholową.
Uzależnienie od alkoholu i współuzależnienie.
Jeżeli alkohol, koalkoholizm jest problemem w Twoim życiu, to właśnie jest miejsce dla Ciebie

Moderatorzy: lulla, Opiekun Strefy Problem

Nieprzeczytany postautor: Ewa » 19 lip 2011, 13:29

Jasne, że jest różnica, i to zasadnicza. Jak wywołałaś, Annik, matkę partnera - mocno starsza, 84-letnia Holenderka (moja matka ma 76), w typie jak z obrazów malarzy tego kraju. Ani słowa po angielsku, bo nie potrafi. Jednak potrafi ze mną ciepło, sympatycznie pogadać, przy pomocy syna. Poczęstuje kawą, gdy wie, że przylatuję, to specjalnie idzie do sklepu po ciasteczka, które lubię. Zawsze zaprosi do siebie, gdy będę następny raz. Pozostali jej synowie (a miała ich pięciu) traktuję mnie jak członka rodziny. Bardzo dobrze się z nimi czuję, co też miało wpływ na pewne moje strategiczne decyzje.
A u mnie? Nie zdarzyło się jeszcze jakiekolwiek zaproszenia na cokolwiek, gdy mój partner jest w Polsce. A jest co miesiąc, a czasem częściej. Ojciec potrafi się grzeczniej znaleźć. Kawę dla nas robię u nich ja, bo mamusia nawet się nie ruszy.
Wiesz, piszę o tym, bo dzisiaj widzę takie kolosalne różnice wokół siebie i za każdym razem jest mi smutno. We wrześniu lecę z kolei do córki w Anglii i tam poznam rodzinę jej chłopaka, z którym razem mieszkają. Sądząc z opowieści córki - przyjęli ją jak swoją. Podobno bardzo ciepli Walijczycy. Jeśli tak jest, to ogromnie się cieszę.
I bardzo mi dobrze zrobiło, że tę truciznę tutaj z duszy wywaliłam. Choć miałam wątpliwości, czy rozsądnie jest to zrobić. :)
Ewa
Awatar użytkownika
Ewa
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1966
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 12 sty 2005, 16:30
Podziękował : 12 razy
Otrzymał podziękowań: 8 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: Bozoo » 19 lip 2011, 13:32

Kiedyś mój znajomy powiedział że dwa pokolenia nigdy ze sobą się nie zgodzą , każdy inaczej patrzy na życie. Dlatego najlepiej będzie jeżeli nie będziemy krytykowali drugiego człowieka a w szczególności swoich rodziców.Bo kochani jak osiągniecie ich wiek to może będziecie jeszcze gorsi . Tak ocenią was wasze dzieci . I myślę że będzie wam też przykro. Każdy wiek ma swoje prawa . Przemyślcie to na spokojnie.Pozdrowienia.
Bozoo
Użytkownik forum
Użytkownik forum
 
Posty: 40
Rejestracja: 28 paź 2010, 19:10
Lokalizacja: Białystok
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: lulla » 19 lip 2011, 15:16

W nawiązaniu do tematu rodzin funkcjonalnych i dysfunkcjonalnych umieściłam na forum dwa fragmenty fantastycznej pracy magisterskiej z doskonałą bibliografią .
Warto poczytać !

viewtopic.php?p=6614946#6614946

Ewa, w naszym kraju też są rodziny zdrowe :)
Podobno około 10% ... trudno znaleźć ...

buziaki :)
"Gdy wiosna przychodzi , trawa rośnie sama . "
Awatar użytkownika
lulla
Moderator
Moderator
 
Posty: 6528
Zdjęcia: 9
Rejestracja: 24 gru 2005, 10:40
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 13 razy

Nieprzeczytany postautor: Kapitanowa » 19 lip 2011, 17:15

Swego czasu zauważyłam, że połowa (?) negatywnych odczuć i drastycznych tąpnięć emocjonalnych w kontaktach z rodzicami bierze się z oczekiwań względem nich.

Oczekujemy, że mama będzie pogodna i niekłamanie ucieszona na nasz widok, przygotuje kawę i poczęstuje nas własnej roboty ciasteczkami. Liczymy, że zabiorą nasze dziecko na spacer, zadzwonią bez powodu - ot, zapytać się, co słychać. Mamy nadzieję, że zaakceptują nasze wybory, choć się z nimi nie zgadzają, a nie będą nam suszyć głowy, lub obrabiać (I) za plecami do rodziny, znajomych i nieznajomych. Sądzimy, że skoro wiele razy głośno wyrażaliśmy nasze potrzeby i oczekiwania, stawialiśmy granice, nauczyliśmy się mówić "nie", oni też odrobili swoją lekcję.

I - choć zawodzili już setki razy - wtedy gdy byliśmy dziećmi, później, teraz - jak dawniej, jak zawsze mamy nadzieję, że tym razem będzie inaczej i... oczywiście nie jest.

Przypomina mi to życzeniowe myślenie o alko i funkcjonowanie w relacjach z nim na zasadzie "ups and downs": wielkie oczekiwania i boleśnie stłuczone cztery litery.

Przestałam oczekiwać innych zachowań od moich rodziców, ale ... paradoksalnie nie uwolniło mnie to od zwykłej niechęci przebywania w ich towarzystwie. W imię czego / kogo mam spędzać swój cenny czas otoczona przez osoby, których zwyczajnie nie lubię?

Oto druga połowa (choć proporcje są bardzo "na oko") - nie lubię. I jeśli nie lubię, to nie polubię.

Chciałabym się odnieść do dwóch postów wyżej. W naszej kulturze OBOWIĄZUJE szacunek należny rodzicom (vide czwarte? przykazanie). Czy przez szacunek należy rozumieć zaniedbanie własnych potrzeb i uczuć na rzecz bezkrytycznego wgapiania się w wyidealizowany portret rodzica? Czy nie wolno sformułować żadnej nagany? A jeśli jednak artykułuję? To co? Siedem lat złego kuku, bo się odważyłam? Czy to znaczy, że NIE SZANUJĘ?

Z ważnych marzeń i życzeń, które się spełnią tylko pod warunkiem mojej ŚWIADOMEJ pracy nad sobą, mam także takie: chcę, by moje dzieci nigdy, przenigdy nie miały tak paskudnych relacji ze mną, jak ja mam ze swoimi rodzicami dziś. Samo się nie zrobi, ale warto spróbować...
Kapitanowa
Pisarz
Pisarz
 
Posty: 212
Rejestracja: 04 gru 2007, 08:25
Lokalizacja: Północ
Podziękował : 3 razy
Otrzymał podziękowań: 17 razy

Nieprzeczytany postautor: Ewa » 19 lip 2011, 18:43

Jolu droga, oprócz punktu nr 7 w tym zestawieniu cech rodziny zdrowej i dysfunkcjonalnej, wszystko co zawarte w nawiasach pasuje jak ulał do mojego rodzinnego domu. A mówiłaś, że mam sobie darować terapię poznawczą... :smile+:
Kapitanowo, zwróciłaś mi uwagę na aspekt, o którym wcześniej nie myślałam, czyli na "lubię - nie lubię". Coś mi się rozjaśniło, dzięki.
Co zaś do tych głosów, które ja nie skomentowałam i nie zamierzam... Kapitanowo, skoncentrujmy się lepiej na problemie, który, jak widzę, jest głęboki i chyba na tym forum średnio często poruszany, w różnych wątkach. A tu, w moim wątku, mamy sprawę nie rozproszoną. I szukać nie trzeba. :D

Pozdrawiam
Ewa

PS. Coś ci napisałam na PW. Czasem bezpieczniej i rozsądniej jest wykorzystywać tę formę komunikacji. 8)
Awatar użytkownika
Ewa
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1966
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 12 sty 2005, 16:30
Podziękował : 12 razy
Otrzymał podziękowań: 8 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: annik » 19 lip 2011, 22:44

Komputer bez odpowiedniego oprogramowania też nie wykona pewnych operacji mimo , iz potencjał do tego posiada. Ja tak też widzę terapię.
Ewo zauważ jakie postępy poczyniłaś, kiedyś pewnie (mogę się mylić) wyszłabyś po takim kontakcie z poczuciem winy lub zachowywała się jak dobra córeczka choć wewnatrz wszystko burzyłoby się. Dziś przyglądasz się swoim uczuciom już bez zahamowania.
Chyba żadna terapia nie zagwarantuje Ci poczucia komfortu w tej sytuacji, bo nie na to są one nastawione.
I wiesz co , tak mi teraz przyszło do głowy, czy Ty czasem nie czujesz na dzień dzisiejszy potrzeby częstszych kontaktów z tatą (nie pamiętam jakie one były , a wnioskuję to tylko z tym statnich postów)? Może byłoby bardziej komfortowe spotkać się w dwójkę? Tak tylko strzelam.
annik
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1221
Rejestracja: 17 mar 2009, 04:00
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: Baba Blond » 20 lip 2011, 10:11

Hmmm...
Nie zauważyłyście przypadkiem, ze prawie zawsze to matka jest tą NIE TAKĄ jak chcemy żeby była.
Może to tylko pancerz żeby życie ją już więcej nie zraniło?
Napatrzyła się na problemy swoich dzieci, przeżywała na pewno je mocno.
Baba Blond
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1841
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 28 maja 2008, 20:51
Lokalizacja: W-M
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 1 raz

Nieprzeczytany postautor: Ewa » 20 lip 2011, 12:21

Annik, mojego ojca praktycznie nie było w moim życiu, bowiem odkąd pamiętam uciekał z tego domu. Wychodził rano do pracy, z pracy zaraz po obiedzie do swoich drugich zajęć. I tak jest do dzisiaj, niczego emerytura nie zmieniła. Ucieka już tak od ponad 50 lat. Zajmował się mną do 2 roku mojego życia, wg relacji matki, potem uciekał i tak już zostało. Nie miałam wyniesionego z domu żadnego obrazu mężczyzny i jego funkcjonowania w rodzinie. Bo uciekając od toksycznej żony ojciec mój "uciekł" także ode mnie. Nie pamiętam, ażebym kiedykolwiek i na jakikolwiek temat z nim sobie tak po prostu, fajnie porozmawiała. Właściwie nie był obecny i nie liczył się w moim życiu. Dzisiaj nad tym bardzo ubolewam.
Zaczął się zmieniać od czasu moich dramatycznych przygotowań do ucieczki od małżonka-nałoga, mogę powiedzieć, że wtedy mnie wsparł emocjonalnie. Tak jak umiał. A on uczuć raczej nie potrafi okazywać, choć wiem, że ma je żywe. Potem się trochę ociepliło, teraz sam zaprasza na kawę, a gdy przylatuje mój partner (który go zresztą bardzo lubi), to widać, że jest bardzo szczęśliwy.
"Uciekając" od żony emocjonalnie porzucił też mnie. Przez wiele lat matka "wprasowywała" mi niechęć do ojca. Wiem, że miał o to do niej pretensje. I przez wiele lat bardzo go nie lubiłam, odrzucało mnie od niego. Zaczęło się zmieniać, gdy urodziła się moja córka, bo dziadek nagle dostał fiksum-dyrdum na punkcie wnuczki, że aż czasem musiałam interweniować, bo mi robotę pedagogiczną (dziadek mówi co innego, ja-mama co innego) partolił. Dziadkowy hopel na punkcie wnuczki został do dzisiaj. :)
Podczas moich treningów w Studium Pomocy Psychologicznej Wanda Sztander - trenerka mojej grupy namawiała mnie, żebym pogadała z tatą, bo tu jest potencjał. Nie zrobiłam tego i raczej już nie zrobię. Wiesz, na pewne rzeczy jest dla mnie zwyczajnie za późno, na budowanie takiej fajnej relacji ojciec-córka nie zdecyduję się już. To byłoby na pewno traumatyczne dla mnie, bo musiałabym najpierw "oczyścić przedpole", a prawdopodobnie i dla niego. Tak, jak jest teraz, jest całkiem nieźle. Niech tak zostanie. Ojciec ma świadomość swoich błędów, choć nigdy mi nie powiedział, ale to po po prostu czuję i widzę po niektórych jego reakcjach. On po prostu, w przeciwieństwie do swojej żony a mojej matki, zdolny jest do chwili autorefleksji. Może nawet dłuższej chwili.

Babo Blond - wiesz, to co napisałaś, to kontynuacja stylu, który przez całe moje dzieciństwo, nastolatkowość i wczesną młodość uprawiała moja matka. To właśnie moim zadaniem było "opiekowanie się" nią i poprawianie jej nastroju, bo taka przecież nieszczęśliwa. Głównie z powodu małżeństwa z kimś takim, jak mój ojciec. Ja takie tłumaczenie odrzucam w całości i mocno przeciwko niemu protestuję. I nigdy nie stosowałam wobec własnego dziecka, co ostatnio usłyszałam, że wzbudziło w tymże (dorosłym już) dziecku szacunek - to tak na marginesie. Dorosłość polega na tym, że jeśli jakaś sytuacja jest dla mnie nie do zniesienia, to czynię kroki, ażeby z niej wyjść, a nie obarczam tym zadaniem swego dziecka. 4-letniego, 9-letniego 14-letniego, 20-letniego itd. I nie uwalniam się od ciężaru swoich emocji tłukąc dziecko i stosując wobec niego przemoc psychiczną, traumatyzując je. Ja tego doświadczałam, a wspomnienia wyparte, po wielu latach w całości powróciły i musiałam boleśnie je przepracować. I chwatit.
Umiejętność ojca do sekundy autorefleksji wystarczyła, żeby stosunki się poprawiły w stopniu, którego bym się w życiu nie spodziewała. O drugiej połowie tego stadła nie mogę tego powiedzieć, bo owa połowa wszystkie palce obu dłoni ma skierowane na zewnątrz, ani jeden nie wskazuje na siebie. A ja w takiej sytuacji po prostu się nie odnajduję. I nie zamierzam. Tyle.
Niemniej dziękuję za twoją, Babo, refleksję. Bo prawda jest jak dupa - każdy ma własną. Czyż nie ? :)

Pozdrawiam serdecznie
Ewa
Awatar użytkownika
Ewa
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1966
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 12 sty 2005, 16:30
Podziękował : 12 razy
Otrzymał podziękowań: 8 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: Agrafka » 20 lip 2011, 12:38

Baba Blond pisze:Hmmm...
Nie zauważyłyście przypadkiem, ze prawie zawsze to matka jest tą NIE TAKĄ jak chcemy żeby była.
Może to tylko pancerz żeby życie ją już więcej nie zraniło?
Napatrzyła się na problemy swoich dzieci, przeżywała na pewno je mocno.

Ja dwa razy próbowałam odnieść sie do wpisu, ale kasowałam.
Nie chce się rozpisywać wiec napisze krótko, odrzucam takie tłumaczenie matki.
Agrafka
Pisarz
Pisarz
 
Posty: 185
Rejestracja: 15 sty 2009, 16:04
Lokalizacja: podkarpacie
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: annik » 20 lip 2011, 12:50

Ewo wyczułam właśnie u Ciebie coś , solidaryzowanie się z tatą , taką specyficzną więź i zrozumienie , które łączy ludzi skrzywdzonych przez tą samą osobę.
BB
Pół roku temu "pożarłam" książki Alice Miller . W którejś z nich był opis dzieciństwa Hitlera i nad nim jako dzieckiem można by gorzko zapłakać, tak potwornie go potraktowano. Jednakże tłumaczenie dzieciństwem tych wszystkich okropności, które zgotował innym ludziom byłoby, delikatnie mówiąc, wysoce nie na miejscu. Ja przynajmniej nie mogłabym stanąć przed tymi ludźmi stojącymi w kolejce do komór gazowych i powiedzieć musicie go zrozumieć on nie mogąc odpłacić sprawcy wyżywa się na słabszych, bo tak jest prościej :( . Sory , ale emocje mnie poniosły.
Ja jestem matką i to właśnie bycie nią było głównym motywem do podjęcia próby zmiany siebie.
annik
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1221
Rejestracja: 17 mar 2009, 04:00
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: Baba Blond » 20 lip 2011, 13:25

Masz racje Ewa,
refleksje ma kazdy inne, swoje.

Annik,
Przeraziło mnie porównanie :shock: matka i Hitler.
Baba Blond
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1841
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 28 maja 2008, 20:51
Lokalizacja: W-M
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 1 raz

Nieprzeczytany postautor: annik » 20 lip 2011, 13:39

BB nie chodziło mi o porównanie matki z Hitlerem, a jedynie o pokazanie , że nie można złych czynów tłumaczyć dzieciństwem , bo to zatrzyma w pewnym punkcie i nie doprowadzi do zmian .
Moja mama jest trochę podobna do taty Ewy, nie uciekała jednak ode mnie , ale kompletnie ma zablokowane okazywanie uczuć. Mój kontakt z nią jest dobry , nie próbuję jej zmieniać , jedyne co się zmieniło to to, że ja mówię o swoich uczuciach dużo i to chyba ją otwiera. Nie można wkładać wszystkich do jednego worka i uogólniać krzywd .
BB ja myślę, że Tobie córka teraz wiele zarzuca i dlatego odniosłaś te posty bezpośrednio do siebie, słyszałaś w nich zarzuty córki. Spróbuj się zdsystansować i oddzielić manipulacje osoby pijącej od faktycznych pretensji i praw drugej osoby jako człowieka.
annik
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1221
Rejestracja: 17 mar 2009, 04:00
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: Baba Blond » 20 lip 2011, 13:51

:D Annik,
jak bym z dystansem nie podchodziła do mojej obecnej życiowej sytuacji to dawno bym siedziała w kaftanie bezpieczeństwa... żeby tylko :D

Parę pokoleń /tak się złożyło/ ludzkich przewinęło się przez moje życie, miałam czas na relacje ludzkie się napatrzyć.
Baba Blond
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1841
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 28 maja 2008, 20:51
Lokalizacja: W-M
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 1 raz

Nieprzeczytany postautor: Ewa » 27 lip 2011, 18:52

http://jeszcze-moge.blog.onet.pl/

A co mi tam. Niechaj mój talent się nie marnuje - powiem z wrodzoną skromnością. I z takąż wrodzoną skromnością podaję ten link. Bo to w końcu także mój wątek. Tylko cokolwiek gdzie indziej. :)
Ewa
Awatar użytkownika
Ewa
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1966
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 12 sty 2005, 16:30
Podziękował : 12 razy
Otrzymał podziękowań: 8 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: Baba Blond » 27 lip 2011, 19:17

Ewa :lol: !
Dobre.

... jeszcze bywa, ze w krótkich gatkach, skarpetkach, japonkach i petem w zębach.
Baba Blond
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1841
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 28 maja 2008, 20:51
Lokalizacja: W-M
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 1 raz

PoprzedniaNastępna

Wróć do Alkoholizm forum dyskusyjne

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 17 gości