życie po odejściu od alkoholika

Wszystko związane z chorobą alkoholową.
Uzależnienie od alkoholu i współuzależnienie.
Jeżeli alkohol, koalkoholizm jest problemem w Twoim życiu, to właśnie jest miejsce dla Ciebie

Moderatorzy: lulla, Opiekun Strefy Problem

życie po odejściu od alkoholika

Nieprzeczytany postautor: Ewa » 19 sty 2005, 00:11

:shock:
Smutno mi bez was i nudno, nie ma się też z kim pokłócić. Wracam więc i otwieram nowy temat: życie po odejściu od alkoholika (i hazardzisty, jak w moim przypadku). Bardzo jestem ciekawa, jak to widzicie, bo jednak jest kolosalna różnica, także emocjonalna, między tym, co się dzieje, gdy jesteśmy w związku z człowiekiem uzależnionym i tym, co dzieje się, gdy się od niego oddzielimy.
Walcie śmiało, jak macie ochotę, mnie już też trochę nerwy przeszły, choć trzeba wam wiedzieć, że pysk mam niewyparzony, co już zostało udowodnione.
Pozdrawiam
Ewa

Za ten post autor Ewa otrzymał podziękowanie od
bohusz(31 lip 2013, 18:21)
Ocena:25%
 
Awatar użytkownika
Ewa
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1966
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 12 sty 2005, 16:30
Podziękował : 12 razy
Otrzymał podziękowań: 8 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: limak » 19 sty 2005, 05:00

Witaj Ewo!
Miło mi ,że mogę przywitać Cię po powrocie jako pierwszy.Mimo ,ze jestem że tak powiem od bardzo niedawna nie minę się z prawdą gdy powiem ,ze wszystkim brakowało Twych ognistych wypowiedzi :)
Awatar użytkownika
limak
Nowozarejestrowany
Nowozarejestrowany
 
Posty: 4
Rejestracja: 14 sty 2005, 15:51
Lokalizacja: Jelenia Góra
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: Nika33 » 19 sty 2005, 09:20

Ewo to była Twoja decyzja, że odeszłas i mysle, że postapiłaś słusznie. Gdzies tam nadchodzi kres naszej cierpliwości, ja sie ciesze, że Ty w pore zdołałaś wyłapać moment i zacząć ratowac siebie, pamietaj, że nie jestes sama - całuje i pozdrawiam.
Awatar użytkownika
Nika33
Użytkownik forum
Użytkownik forum
 
Posty: 28
Rejestracja: 12 sty 2005, 22:25
Lokalizacja: Grudziądz
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: Ewa » 19 sty 2005, 09:24

Dziękuję, Panowie i Panie i do rzeczy. Do rzeczy!
Ewa
Awatar użytkownika
Ewa
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1966
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 12 sty 2005, 16:30
Podziękował : 12 razy
Otrzymał podziękowań: 8 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: bohusz » 19 sty 2005, 10:22

Ewo, może teraz podsumuj swoją sytuację, w nowych dla Ciebie okolicznościach.
Oczywiście chodzi mi o Twoje przezycia wewnetrzne, uczucia zwiazane z odejściem "fizycznym" od męża alkoholika.
Czy jest to odejście tylko fizyczne?
Awatar użytkownika
bohusz
Administrator
Administrator
 
Posty: 2322
Zdjęcia: 33
Rejestracja: 11 wrz 2004, 09:37
Lokalizacja: Krzeszowice
Podziękował : 4 razy
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: mężczyzna
gadu-gadu: 4765613

Nieprzeczytany postautor: jarosław » 19 sty 2005, 11:30

Ewo dobrze ,że jesteś . Dla mnie odejście fizyczne , roztanie się z drugą bliską osobą ma o wiele głębszy
wymiar . Moja mama wiele lat ju ż nie żyła a ja nie mogłem się pogodzić z tym faktem. Ten fakt powodował , że w rzeczywistości zacząłem podświadomie traktować moją żonę jak matkę . To zburzało moje relacje z żoną . Poszedłem na terapię i dzięki temu to wszystko zobaczyłem , przeżyłem
i uświadomiłem sobie . Te odkrycie spowodowało , że moją żonę zacząłem traktować jak matkę , a siebie
jak męża , a nie syna .
Było to dla mnie ważne . Moje trzeźwienie po tym odkryciu stalo się bardziej płynne i o wiele głębsze .
Pozdrawiam Jarosław.
jarosław
Pisarz
Pisarz
 
Posty: 120
Rejestracja: 27 gru 2004, 14:59
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: jarosław » 19 sty 2005, 11:32

Oczywiście powyżej nastąpił błąd . Po terapii swoją żonę nareszcie zacząłem traktować jak żonę , a nie moją matkę z przeszłości.
Przepraszam za błąd. Jarosław.
jarosław
Pisarz
Pisarz
 
Posty: 120
Rejestracja: 27 gru 2004, 14:59
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: yoytek » 19 sty 2005, 11:35

Ewo dobrze to rozumiem, bo wczoraj na sam koniec trudnego dnia zaczepił mnie sąsiad, któremu musiałem odmówić. Jednak coś zostało i już na czacie puściły mi nerwy i zacząłem swoje użalanie nad swoim losem.
Archiwa nagrań o trzeźwości:
do pobrania: http://www.4shared.com/account/home.jsp#dir=jXVLxvWv
do odsłuchania aktualne: http://bodkacy.wrzuta.pl
i dawne http://yoytek.wrzuta.pl
yoytek
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1242
Rejestracja: 19 gru 2004, 11:34
Lokalizacja: mazowieckie
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: mężczyzna
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: Ewa » 19 sty 2005, 14:35

Pytasz mnie, Bohusz, o to, w jaki sposób się oddzieliłam od swego męża, którego dla uproszczenia będę nazywać AHA (alkoholik i hazardzista). Odeszłam fizycznie i to było stosunkowo najprostsze, choć i tak skompllikowane. Odejście psychiczne to inna sprawa. Pokaż mi człowieka, ktory żyjąc z kimś przez 10 lat, świątek piątek, zawsze razem, potrafi sobie powiedzieć - dziękuję, teraz oto się oddzielam i żyję sam, a o tamtym nie myślę. Sądzę, że nie ma takiego na świecie! Staram się o nim nie myśleć, myślę mniej, ale i tak myślę. Pojawia się w moich snach, które są koszmarne, pełne lęku, ciemnych, szarych barw, zagrożeń. Od kilku dni czuję się naprawdę fatalnie, tak naprawdę to nie wiem jak to nazwać, ani co się ze mną dzieje. Mówię sobie - złe chwile przeminą, a ty musisz wytrwać. I trwam, choć się męczę.
Nie wiem, ile potrzeba mi czasu, żeby psychicznie oddzielić się od AHA. Boję się, że pewnie lat, byle by tak nie bolało, jak teraz. Myślę, że po tych 4 miesiącach, kiedy jestem sama zabawa dopiero się zaczyna. Moja psychika nieco odpoczęła od bezpośredniogo stresu wywoływanego przez AHA i zaczyna się jakiś proces, którego nie rozumiem, a który męczy w sposób trudny do opowiedzenia. Więc się umówiłam na jutro z psychoterapeutką, bo to musi się jakoś skończyć, a ja muszę ustawić się do pionu. Mam nadzieję, że jak zacznę przegadywać ze specjalistą to co mnie męczy, to z czasem nastąpi ulga. Bardzo chciałabym żyć normalnie, bez tych koszmarnych dołów. Na szczęście nie zatruwam nimi swego otoczenia. Z córką i wsoółpracownikami wszystko OK., nie ma to wpływu na moje funkcjonowanie wśród ludzi. Mnie ze sobą teraz jest okropnie.
Ewa
Awatar użytkownika
Ewa
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1966
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 12 sty 2005, 16:30
Podziękował : 12 razy
Otrzymał podziękowań: 8 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: Helena » 19 sty 2005, 17:43

Odchodziłam i wracałam, albo on to robił (głownie po to aby spokojnie pić). Mi zabrakło zdecydowania, i chyba siły, i tej odrobinki wsparcia lub oparcia. Musiałam liczyc tylko na siebie. Moje życie było koszmarem w domu. Na zewnątrz - działałam dobrze , dużo, mialam swoje sukcesy, osiągnięcia - ale też mam świadomość że z powodu męża wiele tego nie było, zmarnowałam swój potencjał i mozliwości. Postawiłam na ratowanie rodziny, bo wydawało mi się to ważne szczególnie dla dzieci. Cieszę się że są takie odważne dziewczyny jak ty i wiedzą lub czują ,że czas przeżyć inaczej życie. Bądź dzielna i "podążąj śladem Własnej Legendy" ( to z Alhemika P. Coelho).
Helena
Użytkownik forum
Użytkownik forum
 
Posty: 14
Rejestracja: 30 gru 2004, 20:38
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: Jowita1 » 19 sty 2005, 18:26

Tak.. też myślałam o odejściu, bo sądziłam że szybciej się pozbieram. Ale po głębszym przemyśleniu stwierdziłam, że uciec od alkoholika jest łatwo , ale od siebie samej i powracających myśli nie da się uciec.
Tobie Ewo na poczatku zazdrościłam tej decyzji, samodzielności i odwagi. Nie cechuje mnie taka przebojowość, ale myślę że w sumie dałabym sobie radę , mam stałą pracę i jako taka stabilizację jeśli w dzisiejszych czasach można być pewnym stabilizacji. Ale...
co z tego że zamieszkam w oddaleniu od alkoholika i jego problemów jeśli nie rozstanę się z przeszłością. A ta niestety tkwi jeszcze bardzo głęboko.

Postanowiłam dojść do ładu ze sobą i wtedy pomyśleć co dalej. Bo jeśli nauczę się żyć obok czynnego alkoholika łatwiej będzie mi podjąć decyzję o odejściu lub pozostaniu, gdy będę patrzeć na moją rzeczywistość trzeźwo - nie poprzez pryzmat współuzależnienia.

W wychodzeniu z pułapki współuzależnienia pomogła mi początkowo terapia a obecnie uczestnictwo w grupach wsparcia alanon, ale tylko wtedy kiedy tego bardzo potrzebuję i chcę. No i kontakty z ludźmi tu w necie, bo zawsze można liczyć na wsparcie przyjaciół.

Znam ten stan emocjonalny, który aktualnie przeżywasz... częstop mnie dopadał.Teraz zdarza mi się to coraz rzadziej. Zasypiam ostatnio szybciej i nie budzę się w środku nocy z bijącym sercem i strachem jakby niewiadomo co złego miało się wydarzyć. Jest coraz lepiej, ale to nie znaczy, że jest zupełnie dobrze. Cały czas pracuję nad tym aby mnie ze sobą było dobrze, aby zacząć żyć własnym życiem i odciąć się skutecznie od alkoholika.

Pozdrawiam jowita.
Jowita1
Użytkownik forum
Użytkownik forum
 
Posty: 33
Rejestracja: 15 paź 2004, 18:04
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: Gość » 19 sty 2005, 19:19

macie wyzsze wykształcenia chyba a nie rozumiecie albo moze udajecie ,ze nie rozumiecie podstawowych spraw zrozumialych dla kazdego po podstawowce .
jak od baby odchodzi chłop albo ona od niego i jest sama to bedzie czuła sie źle tak długo
nie znajdzie sobie drugiego chlopa .

:!: Ostrzeżenie dla autora tego postu - ostrzezenie dał bohusz
Gość
 

Nieprzeczytany postautor: Gość » 19 sty 2005, 19:47

tyle tylko , ze taka kobitka na kilometr pachnie alkoholikiem i przyciaga do siebie kolejnych alkoholikow i kółko się zamyka
Gość
 

Nieprzeczytany postautor: Ewa » 19 sty 2005, 20:19

Opinii Gościa nie będę komentować, bo ona komentarza nie wymaga.
Teraz do Heleny i Jowity: w moim przypadku musiałam uciekać bez względu na wszystko, bowiem mój AHA zaczął przegrywać takie sumy, iż w ciągu miesiąca, najwyżej dwóch do firmy wkroczyłby komornik, a właściciel wynajmujący nam dom wypowiedział umowę. To była w dosłownym sensie walka o przetrwanie.
Myślę, że żyjąc przez 10 lat w stanie "podniesionej adrenaliny", czyli chronicznego stresu mój organizm, poza moją świadomością, dzisiaj "cierpi", bo nie ma tej używki. To chyba coś jak narkoman po odstawieniu heroiny. Ponadto mój AHA skutecznie oduczył mnie sprawiania sobie, sobie - nie jemu, drobnych nawet przyjemności w życiu i dbałości o siebie. Tak tłumaczę sobie ten stan, dziękując jednocześnie Jarkowi za fachową, naprawdę fachową pomoc, w tym wypadku.
Jutro idę do psychoterapeutki specjalizującej się w terapii uzależnień i współuzależnień, więc rozpocznę przegadywanie tego i innych problemów.
Zabawna rzecz - wsiadłam dzisiaj w samochód, pojechałam do Geanta, kupiłam sobie dobre ciasto, popiłam herbatą z melisy i gruszki, trochę się zdrzemnęłam. I czuję się znacznie lepiej.
"Alchemika" mam w swojej domowej bibliotece, zresztą nie tylko ten tytuł wymienionego przez ciebie autora, którego bardzo lubię. Wspomnę tylko, że udało mi się znowu wrócić do czytania, niegdyś bardzo to lubiłam, ale z moim AHA nawet na czytaniu nie potrafiłam się skupić.
Co do terapeutki - zastanawiam się, czy będę potrafiła przełamać wstyd przy mówieniu o pewnych sprawach, o ktorych chciałabym jak najszybciej zapomnieć. Wiem, że muszę to zrobić, bo inaczej cała terapia nie ma sensu.
Dziękuję za korespondencję, także prywatną
Ewa
Awatar użytkownika
Ewa
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1966
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 12 sty 2005, 16:30
Podziękował : 12 razy
Otrzymał podziękowań: 8 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: Gość » 19 sty 2005, 21:57

Ostrzeżenie przyjmuję z pokorą ... ale nie rozumiem do konca czemu banalne stwierdzenie znane od tysiącleci zasłużyło / autor go cytujacy / na żółta kartkę ???
Autorka obecnego watku / nick Ewa / w temacie - czy mam mu uwierzyć - zaczyna swoją krucjatę przeciw alkoholikom z gónego C pakując ich wszystkich do wielkiej beczki i rozpalając piekielny ogień by ich wszystkich pochłonął w otchłań niebytu ...
nagle po trzech dniach zaczyna z innej beczki - juz nie jak Jaonna D'arc ale zwykla kobieta , ktora zaczyna przezywać rozstanie z meżem w sposób typowy zgodny ze stwierdzeniem ,ktore zarobilo żółta kartke .
chciałoby sie rzec - walczyłam jak lwica - zginęłam jak .... nie dokończe w obawie o druga żółta kartke .
szczerze mówiąc nie rozumiem tej nagłej metamorfozy autorki i mimo upomnienia
wyczuwam gdzieś tu jakies nieczyste nuty .
Cos tu nie gra - wybitna konsekwencja i po dwóch dniach klapa!!!
ale moze źle widze -oby tak było i bo jeśli dobrze widze to niczym dobrym wg mnie
to nie moze sie dla Ewy skończyć
Upomniany gość ale jeszcze na boisku !
pzdr i to bardzo serdecznie .
Gość
 

Następna

Wróć do Alkoholizm forum dyskusyjne

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 23 gości