Samobójstwo i syndrom presuicydalny

Skoro internetowe szlaki przyprowadziły Ciebie na to forum Strefy, to zaproponuj ciekawy temat, niekoniecznie nawiązujący do uzależnień i współuzależnień

Moderatorzy: lulla, Opiekun Strefy Problem

Re: Samobójstwo i syndrom presuicydalny

Nieprzeczytany postautor: matula » 26 sie 2015, 09:34

Nie zawsze potencjalny samobójca wysyła znaki wołające o pomoc i nie tylko osoby uzależnione odbierają sobie życie .Bagaż cierpienia i krzywd niesiony latami potrafi tak mocno wyczerpać zapotrzebowanie na życie że przychodzi taka chwila w której pragniemy jedynie aby to się skończyło. Każdy człowiek posiada inną wrażliwość ,wytrzymałość i choć w każdym jest ogromny instynkt przetrwania to jednak z czasem ten instynkt już przestaje działać .Wszystko zależy od tego co i jak długo przeżywamy. To bardzo delikatny temat ,nie zawsze zgadzam się z publikacjami oraz opiniami fachowców czy tez zwykłych ludzi wypowiadających się w powyższym temacie bowiem dotyczy on również mnie .Dawno temu i mnie dotknął ten problem .Przeżyłam, ale nigdy o tym nie zapomniałam Nie celebruje wspomnień ,wręcz przeciwnie Zamykam rozdziały w swym życiu, a kiedy upadam podnoszę się i idę dalej . Są jednak chwile choć by ta właśnie, gdzie moja przeszłość nagle się ożywia i wraca ból jak bumerang Nie trwa to długo bo wiem w którą stronę mam skierować myśli aby to przerwać .Cierpienie również wzmacnia człowieka, to brzmi jak paradoks, bo skoro osłabia, to jak może wzmacniać ?.Jak najbardziej te dwie rzeczy są ze sobą powiązane, lecz dochodzi się do tego nie co później w trakcie upływającego czasu ,czasami latami .Reasumując ,moje cierpiernie dało mi siłę którą posiadam dzisiaj i choć życie moje nie jest usłane różami to nie roztkliwiam się nad sobą, przyjmuje je takim jakim jest .Wszak nigdy go już nie powtórzę.Nauczyłam się już bronić nie tylko przed ludżmi . Moja wrażliwość natomiast która być może jest wynikiem bardziej cierpienia niż charakteru ,jest cechą która uważam za najpiękniejszą w sobie .Ona pozwala mi dostrzec drugiego człowieka ,potrzebujących nie tylko ludzi ,niosąc im pomoc czerpię jednocześnie z tego ogromną radość . W pracy często słyszałam słowa które budziły uśmiech na mej twarzy Ty nie pasujesz do tego świata, czemu to robisz ? co z tego masz i jeszcze się z tego cieszysz ,jesteś stuknięta ? Z uśmiechem odpowiadałam nie pytaj, bo nie zrozumiesz .Lubię być dobra ,ofiarowuje innym to czego sama nie zaznałam przez wiele lat, taka odwrotność .Dobro zawsze wraca w różnej formie i postaci ale wraca .Dzisiaj z racji mojego wieku ,przezyć i nowego życia po próbie samobójczej nie boje się go, lecz cieszę każda chwilą .Problemów jest bardzo wiele ,przeżyć również ,ale trzymam się słów mego starszego syna wypowiedziane na pocieszenie w czasie kryzysu. Mamuś nie martw się nigdy na zapas ,to nie ma sensu uwierz mi że 80% spraw rozwiązuje się sama .Skup się proszę nad tym na co masz wpływ i tylko nad tym .Od dzieci również należy się uczyć .:)
matula
Użytkownik forum
Użytkownik forum
 
Posty: 23
Rejestracja: 24 sie 2015, 21:58
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Re: Samobójstwo i syndrom presuicydalny

Nieprzeczytany postautor: Jura » 27 sie 2015, 09:08

Twój syn mówiąc; ""skup się proszę nad tym na co masz wpływ i tylko nad tym"" niemal że zacytował fragment modlitwy o pogodę ducha. Myślę, że znasz całość, lecz dla przypomnienia przypomnę;
Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co zmienić mogę i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego".

To niby proste i prawda stara jak świat, lecz jakże trudne do wdrożenia w swoje życie. Pomaga w tym bardzo Program 12 Kroków, przyswajany najlepiej pod okiem sponsora, który żyje już tymi zasadami.

Pozdrawiam.
Bacz na dzień dzisiejszy,
gdyż na nim polega życie;
Awatar użytkownika
Jura
Opiekun forum
Opiekun forum
 
Posty: 1098
Zdjęcia: 11
Rejestracja: 26 lip 2005, 12:32
Lokalizacja: stąd
Podziękował : 6 razy
Otrzymał podziękowań: 13 razy

Re: Samobójstwo i syndrom presuicydalny

Nieprzeczytany postautor: matula » 27 sie 2015, 13:01

Wstyd się przyznać ale zapomniałam o tej modlitwie .Człowiek uczy się rozumieć życie aż do śmierci włącznie z poznaniem samego siebie ,a kiedy dochodzi do wielu mądrości i odnajduje prawidłowa drogę dla siebie, często dochodzi do wniosków ze zbyt długo jej poszukiwał ,bo nadszedł czas pożegnania. Gdybym tylko znalazła sposób aby mój pogubiony syn zechciał zbliżyć się bardziej do Boga być może odnalazłby drogę i siłę aby o siebie zawalczyć. To dobry chłopak, pomimo swego uzależnienia nigdy nie zrobił nikomu cielesnej krzywdy. Nie jest awanturnikiem ,nie pije w miejscach publicznych On to robi w samotności w czterech ścianach bez świadków .Walczy ze sobą nie z nałogiem chcąc chyba sobie udowodnić ze sobie poradzi .Nie docierają do niego słowa ze w pojedynkę przegra ze to długi proces leczenia w rękach tych którym należy zaufać. To nie jest kwestia siły lecz leczenia przyczyn ,duszy ,otworzenia się zrozumienia wielu rzeczy które dokonają zmiany tak w mysleniu jak i w działaniu z czym ma chyba największy problem .On ma charakter męża, skrywa swe emocje tak dobre jak i złe głęboko .Nie wiem czy z powodu żle pojętego wstydu ,czy innego W każdym bądź razie to ogromny hamulec, który bardzo trudno przeskoczyć Jestem z mężem 40 lat i nie udało mi się po dzień dzisiejszy otworzyć go na życie bardziej spontaniczne ,odprężone .Wciąż ma maskę której nie potrafię ani zrozumieć ani zdjąc .Człowiek który nie wyraża swoich emocji nie może przeżywać szczęśliwie swego życia. Myślę że on nawet nie wie ze żyje i jak wiele traci przez ten mur. Ciężko jest zyć z kimś kto tak bardzo się izoluje a nawet próbuje ograniczyć tę druga osobę upodabniając ją do siebie .Nie da się zmienić człowieka i nawet mi to do głowy nie przyszło Jest mi go zwyczajnie żal i dawno już odpuściłam sobie wszelkie próby. Syna jednak pragnę uratować przed samym sobą On ma szansę bo ma również i moje cechy charakteru Wcześniej taki nie był ,przerosło go małżeństwo a jego oddanie obróciło się przeciw niemu .Nawet siadać musiał tak jak m u zona kazała aby spodni nie pogniótł to było żenujące kiedy miałam okazje być świadkiem . Nie wolno mu było rodziców odwiedzić, ale do swoich musiał z nią jeżdzić Nie chciał, bo tam był tylko alkohol i kłótnie, a on nienawidził alkoholu,tym bardziej takiej atmosfery. Takie wojny z nim toczyła aż wygrała .Nie wiem czy toksyczne małżeństwo było jedyną przyczyną uzależnienia mego syna, ale z pewnością miało duży wpływ .Zaczął się leczyć alkoholem kiedy uciekła pozostawiając mu ogromne długi z którymi nie mógł sobie poradzić Zbyt mało zarabiał wiec wciąż nazywała go nieudacznikiem .Dlaczego znosił to w ciszy ,dlaczego nie zareagował i nie odszedł od takiej żony, dlaczego się nie bronił? Nie chciał skrzywdzić przede wszystkim dzieci, które ogromnie kocha .Dzieci stały się też kartą przetargową dla mamusi bo wie jak ukarać męża o dzieciach nie myśli. Jej nienawisć jest tak wielka że kiedyś odwróci się przeciw niej .Nie życzę jej tego bo to matka moich wnucząt lecz pojąc nie mogę jak może postępować w ten sposób kobieta która powinna scalać rodzinę, wprowadzając do swego domu ciepło i bezpieczeństwo .Kobieta która nie mogła mieć dzieci przez kilka lat a kiedy Bóg obdarował ich potomstwem tak mocno je skrzywdzić. Przepraszam za tak osobiste reakcje ,nie usprawiedliwiam mego syna nie idealizuję Wiem że sam jest odpowiedzialny za to co się z nim stało ,przecież nikt na siłę mu nie wlewał alkoholu .Nie szukam dla niego usprawiedliwienia Wiem jednak ze nic nie dzieje się bez przyczyny .Psychika ludzka jest tak skomplikowana że nikt z nas nie zna własnych reakcji na dany problem, dopóki nie staniemy przed nim twarzą w twarz .Nie wiemy co nas złamie ani co uleczy, co podziała i da nam kopa do życia a co dodatkowo pogrąży .Niczego tak nie pragnę jak uratowania mego syna Jeśli mi się nie uda pęknie mi serce i tak już liche Parasol który całe swe życie mi towarzyszy i wiem ze jest on z niebios pragnę aby przesunął się nad głowę mego syna, aby zdarzyło się cos co go obudzi .Od dwóch dni milczy nie ma nic, ani sms -ów ani telefonu .Zastanawiam się czy jeszcze żyje .Co powinnam zrobić kiedy towarzyszy mi tak ogromny niepokój o jego życie ? Nie mam z kim o tym porozmawiać ,przykleiłam się więc do ciebie Jura bo jesteś jedynym który mi odpowiedział na posty. Nie umiem się jeszcze tu poruszać nie potrafię znaleść miejsc w których mogę rozmawiać z ludżmi .Jakoś tu cicho ,,jak nawiązać kontakt z innymi ? aby się tobie nie naprzykrzać? Nie znam cię ,ale cię lubię masz dobrą twarz serce zapewne tez .Dziękuję za poświecenie mi uwagi. Muszę przestudiować 12 kroków przeczytać na czym polegają wcześniej jednak pozbyć się tego niepokoju .Dobrego dnia dla wszystkich
matula
Użytkownik forum
Użytkownik forum
 
Posty: 23
Rejestracja: 24 sie 2015, 21:58
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Re: Samobójstwo i syndrom presuicydalny

Nieprzeczytany postautor: Jura » 27 sie 2015, 23:08

Piszesz; "Syna jednak pragnę uratować przed samym sobą" - nie dasz rady w żaden sposób, a nie mając dodatkowo wiedzy zrobisz więcej złego niż dobrego. To ty powinnaś udać się do najbliższej Poradni, by zając się sobą, gdyż żyjesz teraz życiem syna, a nie mając go przy sobie, domysłami i projekcjami zajedziesz się psychicznie na amen. Od tego bardzo blisko do leczenia swojej bezsilności alkoholem bądź lekami i kolejne nieszczęście gotowe do rozwoju...
Są dostępne terapie dla bliskich ludzi uzależnionych i za to trzeba ci się wziąć, jest Alanon oparty na Dwunastu Krokach dostosowanymi dla ludzi współuzależnionych i radze wybrać jedną z tych dróg lub obie wspólnie, gdyż w niczym nie kolidują.

Przed sobą uratować się może tylko sam, osobiście. Dotrze do swego dna i jeśli nie będzie to dno trumny, jeśli zapragnie zdrowienia jak nigdy niczego dotychczas, jeśli zdrowienie postawi do końca życia na pierwszym miejscy, da sobie szansę.

Jest taka prosta definicja tzw. twardej miłości, która musisz stosować wobec niego; "Z miłości wymagać czego potrzeba oraz unikać litości, która bardziej niszczy niż buduje".
By to stosować znów potrzebna jest ci wspomniana wiedza na temat alkoholizmu, na temat manipulacji jakich już doznałaś ze strony syna i jakich będziesz doznawać, dopóki naprawdę nie zacznie zdrowieć, a nie tylko przestanie pić.

Piszesz; "Muszę przestudiować 12 kroków przeczytać na czym polegają"... One nie są do studiowania tylko do życia... Starając się żyć nimi, coraz bardziej człowiek rozumie ich prostotę i czuje skuteczność w swoim życiu niezależnie jak ono się układa. Dla ciebie 12 Kroków ma inne brzmienie niż dla syna. To właśnie 12 Kroków wspomnianego Alanon.
Zacznij od tego, że uznasz własną bezsilność wobec tego co dzieje się teraz z synem. Początkiem, dobrym początkiem dla alkoholika jest uznanie bezsilności wobec alkoholu, ty uznaj bezsilność wobec alkoholizmu syna i zrobisz ten właśnie najważniejszy początek... Inaczej będziesz się katować Bóg wie ile czasu, czyniąc przeróżne próby wyrwania syna z bagna uzależnienia. Chcesz, pragniesz zrobić coś, co przed tobą próbowało zapewne miliony matek, a to se ne da...

I nie wnikaj w kogo się syn wdał czy nie wdał, przez co pije...Szkoda zachodu, liczy się tu i teraz...
Może poczytaj tutaj http://12krokow.niepije.pl/bohdan-woron ... t4337.html

Pozdrawiam.
Bacz na dzień dzisiejszy,
gdyż na nim polega życie;
Awatar użytkownika
Jura
Opiekun forum
Opiekun forum
 
Posty: 1098
Zdjęcia: 11
Rejestracja: 26 lip 2005, 12:32
Lokalizacja: stąd
Podziękował : 6 razy
Otrzymał podziękowań: 13 razy

Poprzednia

Wróć do Tematy bez granic

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 11 gości