Jak poradzić sobie z ...

Moderatorzy: lulla, Opiekun Strefy Problem

Jak poradzić sobie z ...

Nieprzeczytany postautor: lulla » 12 sie 2012, 14:23

Poradzić sobie z...

Obrazek

Leszek A. Kapler - psychoterapeuta, specjalista i superwizor psychoterapii uzależnień, trener rozwoju osobistego, trener - superwizor PTP


Poradzić sobie z...

... z emocjami, problemami, z kimś – to najczęstsze aspekty poszukiwania jakiegoś sposobu w trudnej sytuacji. Czyjeś „radzenie sobie” opisujemy czasem bardziej ogólnie, kiedy mamy na myśli życiową zaradność w wielu sytuacjach i obszarach funkcjonowania. Po czym poznamy wtedy to „poradzenie” lub czyjąś „całkowitą niezaradność”? Ludzie w zasadzie tworzą na ten temat własne kryteria zależne od tego, co oni lub ich otoczenie uznaje za ważne: pokonywanie trudności, zdobycie bogactwa, spryt, nie poddawanie się czyjemuś naciskowi.
Nie chcę tutaj zajmować się przyczynami ustalania takich kryteriów. Warto jednak spróbować dokonać ich przeglądu, by mieć pełniejszą panoramę znaków rozpoznawczych „radzenia sobie w życiu”. Trzeba by ją zacząć od ustalenia takich obszarów i zadań, których nie da się obejść, uniknąć i które wystąpią w życiu każdego człowieka.
Na pewno więc będzie to:

1. Przetrwanie – rozumiejąc je w najbardziej podstawowym biologicznym znaczeniu – poradzić sobie to przeżyć - dostarczyć organizmowi to, co jest mu potrzebne do podtrzymania funkcji życiowych i ochrony przed fizycznym zagrożeniem (ze strony niesprzyjających warunków).

2. Poradzenie sobie z zaspokojeniem podstawowych potrzeb psychicznych – bezpieczeństwa, akceptacji, przynależności i innych, od których zależy nasza równowaga, spokój i pogoda ducha – wszak żyjemy także pod względem psychologicznym i dobrze wiemy, że najeść się, wyspać i schronić przed zimnem człowiekowi nie wystarczy by przeżył (mówimy czasem o śmierci psychicznej – choćby w ciężkich postaciach depresji, załamania, kiedy człowiek ginie, choć coś do jedzenie ciągle ma...

3. Poradzenie sobie z trudnościami, jakie los (i warunki także) postawi nam na drodze do naszych celów i dążeń.

4. Poradzenie sobie z ułożeniem relacji z ludźmi, jako elementem naszego naturalnego środowiska, a co za tym idzie zdobycie choćby minimalnych umiejętności bycia z ludźmi, wiązania z nimi, korzystania z nich w zaspokajaniu naszych potrzeb.

5. Poradzenie sobie ze staniem się człowiekiem głęboko, prawdziwie i adekwatnie zadowolonym z siebie – to z kolei duchowy aspekt przetrwania, bez którego nie możemy osiągnąć spokoju,

6. poradzenie sobie z rozwojem - rozumianym jako pomnożenie posiadanego na starcie życiowym potencjału i stanu posiadania (także pod względem materialnym).

Ktoś mógłby zapytać czy to ostatnie jest rzeczywiście konieczne. Teoretycznie może i nie, ale doświadczenie wskazuje, iż nakaz „pomnożenia” dorobku znamy od najwcześniejszych lat życia i kierujemy się nim z powodów praktycznych (bo więcej czegoś w nas, w naszym życiu, w naszych rękach po prostu zwiększa nasze możliwości), ale też tak jesteśmy skonstruowani, iż robiąc na łożu śmierci ten ostateczny obrachunek nie wystarcza nam brak win – oczekujemy od siebie takiego stanu posiadania, który pozostanie po nas choćby w postaci czyjegoś życzliwego wspomnienia. Doświadczenie pokazuje, że nie wystarczy do tego stan, jaki mieliśmy w chwili narodzin – z nasza niewiedzą, nieporadnością, zerowym kontem.

A więc byśmy mogli z dumą skonstatować stopień swojego życiowego „radzenia sobie” musielibyśmy móc stwierdzić wysoką skuteczność, czyli przewagę sytuacji osiągania pozytywnych rezultatów w życiu w każdej z tych dziedzin. Czy się to nam podoba czy nie – nie wystarczy mistrzostwo w jednej i całkowita nieporadność w innych – to się nie sumuje do ogólnego wyniku! Starając się o życiową zaradność, skuteczność, efektywność własną, naszych dzieci czy podopiecznych musimy nauczyć się osiągania przeważająco dobrych rezultatów we wszystkich tych obszarach!

Myślę, że może stać się to niezłą wskazówką przy planowaniu własnego rozwoju, próbach oceny swoich życiowych osiągnięć, weryfikowaniu wzorów osobowych zanim postawimy im pomnik.
By ocena życiowej zaradności była bardziej poręczna warto pokusić się jednak o jakiś wyznacznik jej efektywności.

Myślę, że można skorzystać z nauk Wschodu, wskazujących nam na konieczność uzyskiwania w życiu stale odpowiedniego poziomu życiowej energii - siły ducha – czerpanej i rozpoznawanej poprzez nasz stan fizyczny, umysłowy, psychiczny (emocjonalny) i duchowy oraz zdolność do pełnego korzystania z każdego z tych obszarów, wszystkich ich funkcji i możliwości.
Jedna z możliwych przyczyn wyboru przez ludzi używek jako sposobu na życie, trudności w ich porzuceniu i wracaniu do nich mimo szkód wskazuje właśnie na brak umiejętności radzenia sobie i przytłaczające poczucie życiowej nieporadności oraz niezadowolenie z siebie.

Od czego zależy życiowa zaradność?


Chcąc poprawić naszą skuteczność koncentrujemy się na poszukiwaniu sposobów – recept na różne wyznaczone cele, pokonanie określonych trudności. Jednakże tak, jak dobrego kucharza, który poradzi sobie w każdej potrzebie żywieniowej poznamy po jego kreatywności w sytuacji, na którą nie podano przepisu – tak też w życiu nie od ilości znanych nam rozwiązań zależy to jak nam pójdzie.
W poprzednim zdaniu wymieniłem jedną z cech, od których to zależy – niezbędnych w dobrym radzeniu sobie – kreatywność. Jest to umiejętność odstępowania od utartych schematów, nawyków, często wręcz ich przełamywania – takiego na siłę „płynięcia pod prąd”. Sprzyjają jej takie z kolei nasze cechy – jak ciekawość, aktywność umysłu, otwartość na nowe: wiedzę, sytuacje, poglądy – zmiany i aktywne rewidowanie różnych prawd i założeń, z którymi się spotykamy.
Najprostszym sposobem podtrzymywania w sobie kreatywności jest świadome zmieniane swoich własnych utartych schematów poprzez, ot choćby pójście do pracy któregoś dnia zupełnie inną drogą. Jak widać nie jest to łatwe – wymaga odwagi i konsekwencji, a w efekcie podjęcia odpowiedzialności za kształt naszego życia i to, co z niego „wyjdzie”. Użyłem cudzysłowu, bo często odpowiedzialność sprowadzamy do różnych „chceń” i oczekiwań. A efekt – cóż wszystko w rękach.... (niech każdy zakończy jak chce” Boga, bliskich, Losu, pogody...).
Odpowiedzialność ma kilka cech, po których ją poznajemy i które dobrze widać, gdy odniesiemy ją na przykład do opieki nad dzieckiem: kompetencja (znać się na tym), całościowość (opieka pod każdym względem a nie tylko powiedzmy jego żywieniem), trwałość (ustawiczność, ciągłość - bez przerwy), świadomość – kontakt z rzeczywistością - rozeznanie w tym, nad kim sprawujemy opiekę, kim jesteśmy jako opiekunowie, jak nam idzie to, co robimy i od czego zależą efekty. Dokładnie o to samo chodzi, gdy mowa o odpowiedzialności za własne życie.
Wzmianka o odpowiedzialności prowadzi nas do konieczności rozeznania w sobie – kolejnej cechy odpowiedzialnej za stopień naszej życiowej zaradności oraz do poczucia własnej wartości – rozumianego jako adekwatna świadomość tego, kim jesteśmy i co możemy oraz - jak to o nas świadczy.

Definiuję poczucie własnej wartości – bo często mylone jest ono z „pompowaniem” w sobie nierealistycznego obrazu własnego stanu i wyposażenia, a co za tym idzie zbytniej pewności siebie, zarozumialstwa, megalomanii. Efektem adekwatnego poczucia własnej wartości ma być stan, kiedy realistycznie „znam swoją wartość” i ją doceniam (na tyle, ile jest ona warta w tym momencie). Kolejnym, więc krokiem w rozwoju własnej zdolności radzenia sobie będzie stałe uczenie się – tak na własnych i cudzych doświadczeniach, jak też z książek i podręczników, ale też poprzez praktykowanie poznanych zasad, wytycznych, umiejętności. Uczenie, – czyli przyswajanie, refleksja, wyciąganie wniosków, zapamiętywanie, używanie, powtarzanie. A w ten sposób dochodzimy w końcu do umiejętności i konieczności kierowania własnym rozwojem.

I tu z kolei porównanie do kierowania pojazdem: aby nim w ogóle dało się kierować najważniejsze by był w stanie nadającym się do jazdy oraz zaopatrzony w energię. W naszym życiu energia ta to i prosta siła fizyczna, sprawność, chęć do życia, ale także motywacja. Gdy stan „pojazdu” jest zadowalający można jechać, ustaliwszy przedtem cel, trasę (sposób dotarcia doi celu).
Bardzo podobnie jest z kierowaniem naszym rozwojem – najpierw zadbać o wyposażenie „techniczne” i energie życiową. Jej stan rozpoznamy po ilości zapału i determinacji, jakie w sobie odnajdziemy wobec naszych dążeń. Aby nam się tak bardzo chciało niezbędne jest przeanalizowanie korzyści, doza wiary w rezultat (czy to jest dla mnie możliwe), znajomość efektywnych sposobów na to, co chcemy osiągnąć, dobre samopoczucie, pewien (mobilizujący) stopień trudności, sprzyjające reakcje otoczenia, jasny (klarowny, konkretny) cel, trochę fizycznej energii (pobudzenie) i dyscyplina.

I tak wyposażeni możemy dążyć do osiągnięcia różnych celów życiowych – co właśnie, na którymś etapie tej podróży rozpoznamy jako swoją skuteczność, zaradność – powód do stwierdzenia „poradziłem sobie w życiu”.


źródło : http://www.psychointegracja.pl/artykul, ... -z,16.html
"Gdy wiosna przychodzi , trawa rośnie sama . "
Awatar użytkownika
lulla
Moderator
Moderator
 
Posty: 6528
Zdjęcia: 9
Rejestracja: 24 gru 2005, 10:40
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 13 razy

Wróć do Rozwój osobisty

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 1 gość