Wszyscy gramy w interakcje

Moderatorzy: lulla, Opiekun Strefy Problem

Wszyscy gramy w interakcje

Nieprzeczytany postautor: lulla » 22 wrz 2010, 08:45

Wszyscy gramy w interakcje

Paulina Wajszczak

Ofiara, wybawca czy napastnik? Czyli w co się bawi człowiek, zamiast być szczęśliwy


Nieodłącznym elementem komunikacji międzyludzkiej są gry psychologiczne. Kiedyś, aby wychodzić z nich obronną ręką, trenowano od dzieciństwa takt i dobre maniery. Dziś mamy do pomocy ustalenia badaczy i doświadczenia terapeutów.Wiedza o grach stosowana jest w psychoterapii, i w zarządzaniu firmami

Jak się w to gra

Kiedy sytuacja jest trudna i nie wiadomo dokładnie, co robić – zamiast zagłębiać się w siebie, analizować relacje, uwzględniać wszystkie dane – można po prostu sprowokować grę.

Dobry gracz jest subtelny, gra prawie niezauważalnie. Problem polega na tym, że nawet jeśli wygra, nie czuje się szczęśliwy. Wszyscy dookoła, nawet postronni obserwatorzy gry, mają poczucie, że zadziało się coś nie do końca uczciwego. Jakaś gra... I ktoś wygrał coś konkretnego, ale nie wiadomo dokładnie po co.

W co grają ludzie? Pierwszy raz to pytanie zadał Eric Berne, autor książki „W co grają ludzie” (popularnonaukowy bestseller, 30 wydań na świecie), twórca tzw. analizy transakcyjnej. W tym roku przypada setna rocznica jego urodzin. Uczczono ją m.in. uruchomieniem internetowego magazynu ijtar.org, który prezentuje najnowsze wyniki badań z tej dziedziny. Są wykorzystywane nie tylko w psychoterapii, ale i w zarządzaniu firmami.


Byle coś się działo

Według Berna’a podstawową jednostką funkcjonowania społecznego są tzw. głaski. Analiza transakcji – która dostarcza informacji o tym, co dzieje się z ludźmi – dotyczy właśnie wymiany tych głasków.

Niech nikogo nie zmylą dobre konotacje terminu głask (w psychologii rozumianego często jako wzmocnienie pozytywne). Głask, z ang. stroke, tłumaczyć można jako „posunięcie” – odnosi się nie tylko do bodźca pozytywnego, ale również negatywnego. Czyli oznaczać może wszystko, czym obdarzamy się nawzajem w kontakcie słownym, gestami lub wzrokiem.

Brak jakichkolwiek głasków – brak bodźców z zewnątrz – oznacza cierpienie, a w wieku niemowlęcym wręcz śmierć. To dlatego jedną z najcięższych kar stosowanych wobec więźniów jest zamknięcie w jednoosobowej celi.

W procesie socjalizacji człowiek uczy się zastępować głaski bezpośrednie (jak bliskość fizyczna, którą obdarzamy niemowlęta) bardziej symbolicznymi bodźcami – kiwnięcie głową, uścisk ręki. Rezultatem tego kompromisu jest częściowe przekształcenie niemowlęcego głodu bodźców w coś, co nazywamy potrzebą główną. Ktoś musi dostawać tysiące głasków codziennie – jest gwiazdą rocka. Ktoś inny potrzebuje jednego potężnego głasku na rok – zostaje naukowcem. Jak mówi Eric Berne w swojej książce: jeśli człowiekowi zabraknie w procesie dorastania i ogólnie, w życiu, głasków pozytywnych, zadowoli się i przyzwyczai do negatywnych. Byle coś się działo.


Siłowe wymuszenia

Interakcje między ludźmi podzielić można na te oparte na współpracy oraz na współzawodnictwie. Do tego ostatniego należą właśnie gry psychologiczne. To próby siłowego wymuszania konkretnych głasków. Akty zdobywania konkretnych bodźców za wszelką cenę, nawet przy użyciu przemocy. Stanowią stałe, dysfunkcyjne wzorce zaspokajania określonych potrzeb, wyuczone zazwyczaj w domu rodzinnym.

Każdy człowiek, który stosuje gry – czyli, w mniejszym lub większym stopniu, po prostu każdy z nas – posiada ich ulubiony zestaw, wywołujący emocje, do których jest przyzwyczajony.

W każdej grze ludzie przyjmują jedną z trzech ról: ofiary, wybawcy lub oskarżyciela, nazywanego czasem także napastnikiem. Każdy, kto odgrywa jedną z tych ról, w końcu odegra którąś z pozostałych. Na tym polega gra.

Jak twierdzi Lynne Forrest, amerykańska terapeutka, wszystkie trzy role wyróżniane w grach psychologicznych to tak naprawdę role ofiar – ludzi uwikłanych we własne przekonania o sobie i o świecie zewnętrznym, próbujących za wszelką cenę udowodnić sobie i innym, że mają rację. W rzeczywistości jednak boją się porzucić utarte ścieżki i wziąć całkowitą odpowiedzialność za własne życie.


Z pokolenia na pokolenie

W grach psychologicznych ważny jest tzw. skrypt życiowy. To całościowy plan, utworzony i rozwinięty przez daną osobę w dzieciństwie. Czasem podjęty przez nią całkiem świadomie, determinujący cel życia i efekty wysiłków. Co ciekawe, skrypty są często dziedziczone, przekazywane z pokolenia na pokolenie w obrębie rodziny. Niektóre bywają tak negatywne, że porzucenie ich stanowi o szczęściu, zdrowiu, a nawet przetrwaniu człowieka.

Nieustanne ćwiczenie gier psychologicznych umacnia skrypt. Rezygnacja z gry, porzucenie ulubionych ról, pozwalają na odejście od skryptu. Często jest to ciężka praca, obarczona głębokim lękiem i poczuciem winy wobec rodziców i rodzinnego dziedzictwa. Zazwyczaj jednak warto tę pracę wykonać, by zacząć żyć własnym życiem.


Jak rozpoznać grę

Uświadomienie sobie tego, że toczy się gra psychologiczna, jest czynnikiem niezbędnym do jej przerwania.

Lynne Forrest na swojej stronie WWW (poświęconej warsztatom terapeutycznym) wymienia osiem oznak tego, że ludzie grają. Wobec innych i wobec siebie samych.

Po pierwsze: kiedy daną osobą targają negatywne emocje – złość, strach, niepokój, wstyd – będące zazwyczaj efektem negatywnych, automatycznych myśli, często nieadekwatnych do rzeczywistości.

Po drugie: kiedy dana osoba jęczy, narzeka na swoje życie: życie jest nie fair, to nie powinno być tak. Po trzecie: kiedy ktoś osądza i wydaje wyroki na innych ludzi.

Po czwarte: gdy ktoś często powtarza: nie dam rady, to przez niego, ja mu pokażę.

Po piąte: gdy w czyimś życiu nieustannie panuje chaos, toczy się melodramat, nie ma chwili spokoju.

Także po szóste: gdy ktoś ma potrzebę ciągłego porównywania się z innymi ludźmi – jestem lepszy, jestem gorszy niż... Po siódme: gdy ktoś obwinia innych za to, że coś się nie udało, myśli o ludziach i o sobie w kategoriach: dobry, zły, właściwy, niewłaściwy.

I po ósme: gdy ktoś zbyt poważnie podchodzi do życia, nie stać go na spontaniczność, ciągle jest napięty i wręcz drażni go czyjaś radość.


Jesteśmy OK

Aby przerwać grę, zrezygnować ze szkodliwego skryptu życiowego i żyć własnym życiem, można nauczyć się zdobywać głaski, współpracując z innymi ludźmi i biorąc odpowiedzialność za swoje życie. Pomaga w tym postawa, którą streścić można w jednym zdaniu – ja jestem OK i ty jesteś OK.

By zrozumieć samemu, że się gra, warto zrozumieć coś istotnego na temat ludzkiego umysłu. Można to ująć, jak proponuje Lynne Forrest, w formie reguły: Myślimy myśl. Jeśli zaakceptujemy tę myśl jako prawdziwą, staje się przekonaniem. Zachowujemy się więc adekwatnie do niego. W ten sposób udowadniamy sobie, że mamy rację.

Konstytuowanie siebie samych poprzez realizowanie własnych przekonań – choćby najbardziej negatywnych czy nieprzemyślanych – to proces, który możemy sobie uświadomić i którym możemy sterować.

A to oznacza koniec gry.

W październiku ukaże się e-book Lynne Forrest „The Faces of Victim Transformed: Freedom from Victimhood”

źródło : http://www.rp.pl/artykul/538992-Wszyscy ... kcje-.html
"Gdy wiosna przychodzi , trawa rośnie sama . "
Awatar użytkownika
lulla
Moderator
Moderator
 
Posty: 6528
Zdjęcia: 9
Rejestracja: 24 gru 2005, 10:40
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 13 razy

Nieprzeczytany postautor: lulla » 17 mar 2011, 00:32

Temat wart przypomnienia .
"Gdy wiosna przychodzi , trawa rośnie sama . "
Awatar użytkownika
lulla
Moderator
Moderator
 
Posty: 6528
Zdjęcia: 9
Rejestracja: 24 gru 2005, 10:40
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 13 razy


Wróć do Rozwój osobisty

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Yahoo [Bot] i 2 gości

cron