Strona 1 z 2

KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 05 kwie 2014, 12:26
autor: Renata
ponizanie,przeklenstwa,niedotrzymywanie słowa i umów,malkontenctwo,picie piwa,wysmiewanie,krytykowanie,pomniejszanie sukcesow a potem miodowe dni,długi labilnosc emocjonalna,-co dla was jest juz wyznacznikiem i impulsem do ucieczki?Trudno odejść z takiego zwiazku,ale ja uciekłam.

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 08 kwie 2014, 08:12
autor: pisklak
Witaj :)
przeniosłam Twój wątek..
Renata pisze:co dla was jest juz wyznacznikiem i impulsem do ucieczki?

dla mnie...na mnie, nic nie podziałało i wręcz mi się chce powiedzieć..nie było tak źle ;)

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 08 kwie 2014, 10:06
autor: Annka
Cześć Reniu .
Łatwiej byłoby odpowiedzieć co powinno być impulsem by wiać .
Ja tu tkwie ... więc wypowiadać się nie będę.
Bo co mam powiedzieć ?
gdybać ?
Co by było gdybym po zerwaniu z nim ,jeszcze przed ślubem
już wtedy z powodu alko .... nie dała się omamić obietnicami ?
przepraszam
kocham
żyć bez ciebie nie mogę ?

pozdro
Aneta

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 08 kwie 2014, 10:39
autor: Renata
pisklak pisze:Witaj :)
przeniosłam Twój wątek..
Renata pisze:co dla was jest juz wyznacznikiem i impulsem do ucieczki?

dla mnie...na mnie, nic nie podziałało i wręcz mi się chce powiedzieć..nie było tak źle ;)

Dziękuję za przeniesienie wątku Pisklaku.Pozdrawiam Renata

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 08 kwie 2014, 14:27
autor: Ewa
Renata,
postawiłaś, wedlug mnie, pytanie o osobiste granice oraz o samo sedno współuzależnienia. Postawiłaś je jednak w kontekście bardzo ogólnym, to jest rozważanie akademickie.
Mnie bardziej interesowałaby, a zapewno i byłaby bardziej pomocna dla piszących i czytających to forum kobiet, odpowiedź na pytania: co MNIE truje w moim związku? Dlaczego, MIMO TRUCIA, nadal w nim tkwię?
Co mnie POWSTRZYMUJE przed zmianą?
Każda kobieta, która tu pisze lub czyta forum w części dla współuzależnionych, ma w gruncie rzeczy ten sam problem. Gdyby miała inny, to zapewne weszłaby na forum miłośników ogrodów, albo podróży do Chorwacji.
Ja myślę, że pomocowość tego forum polega na konkretnym mówieniu o swoich problemach, w swoim związku.
Widzisz, dla jednej pani punktem zwrotnym jest jeszcze jeden raz wyryczane: "ty głupia ci...o!, dla drugiej - złamanie nosa, dla trzeciej - kolejna nieprzespana noc z powodu myślenia, gdzie też on pijany może teraz być, dla kolejnej - cierpienie dzieci, które nagle, w jakimś szczególnym momencie, zobaczy. Można by tu całą listę powodów napisać, a i tak tematu nie wyczerpiemy.
Postawiłaś pytanie tez o to, jak wyobrażamy sobie partnera. Jaki on miałby być? I gdzie są granice kompromisu?
Dla mnie osobiście najbardziej wartościowe i pomocowe jest tutaj pisanie o własnych przeżyciach, albo też odnoszenie czyichś przeżyć do własnych doświadczeń. Pisząc swego czasu regularnie w swoim wątku, tak właśnie starałam się przedstawiać sprawę.
Ja natomiast chciałabym cię zapytać - po co postawiłaś to pytanie na forum? Bo na mojego nosa postawiłaś je po to, żeby uzyskać potwierdzenie, że dobrze zrobiłaś odchodząc. 8)
Czy może się mylę?

Ewa

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 08 kwie 2014, 14:58
autor: Renata
Ewa,no i juz mnie masz.Poniewaz jestem teraz na takim etapie i terapii indywidualnej i grupowej,ze mam straszny mętlik w głowie.Nie potrafię teraz jeszcze uporządkować mysli.Jestem w takim miejscu,ze jestem przerażona sama sobą.Przeciez to ja uciekłam i powinnam byc szczesliwa,ze nie słucham przeklenstw,nie muszę wachac odoru piwska i nie musze sie martwić co sie dzis wydarzy .Przeraża mnie moja samotnosc,bo w moim wieku juz ludzie sa raczej parami.Jestem znów poraniona psychicznie,wczoraj na terapii indywidualnej wrocilysmy znow do tresci maila jakiego dostałam na pozegnanie od exa,napisał mi,ze mnie juz nie bedzie chcial nikt,a ci,ktorzy mnie chcieli to wykonczylam,to było w odniesieniu do mojego zmarlego męza.Nie mogę ruszyc do przodu z terapią ,gdy mam problem z moją emocjonalną głową,nie daję rady(jeszcze).Cierpię teraz na bezsenność,jestem zmeczona,zdołowana.Zadałam byc moze pytanie nieudolnie,bo wlasnie szukam dla siebie odpowiedzi ,bo ex spowodował,ze się w tym wszystkim pogubiłam(lub bylam pogubiona wczesniej) a on swoim magicznym przyciaganiem i odpychaniem spowodowal,iz sama nie wiem kto tu dla kogo był toksyczny.On wykazywał to co opisałam zaraz po otworzeniu tego wątku,a ja byłam kobietą,ktora kochała za bardzo.

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 08 kwie 2014, 16:21
autor: Kapitanowa
Wg mnie, "toksyczny związek" jest takim na dzień dobry, a nie "od jakiegoś momentu", tzn. ten "moment" jest już na samym początku, czego ludzie wchodząc w relacje nie widzą.

"Jaki szedł, takiego spotkał" i jeszcze: "Prowadził ślepy kulawego" ;).

A co widzą? Przez różowe okulary dostrzegają niewielki fragment całości, ten który im odpowiada, brakuje, którego potrzebują. Mają wyobrażenie, a nie realny odbiór drugiej osoby i rzeczywistości. Po pewnym czasie łuski zakochania opadają z oczu i ta-dam! - ależ on / ona się zmienili (zawsze na gorsze!) ;).

Zatem, jeśli wybieram sobie do towarzystwa osobę, to ona zawsze już jakaś jest (i na pewno nie jest idealna, bo nikt nie jest), tak samo jak ja już jakaś jestem (też nie anielica przecież). Możemy być oboje w miarę ogarnięci i wtedy stworzymy (przynajmniej na jakiś czas) fajny związek, lub oboje jesteśmy toksyczni i wtedy będziemy się bujać raczej dłużej niż krócej, obwiniając tę drugą osobę za wszelkie nieszczęścia, a najczęściej powtarzanym przez nas zwrotem będzie "jeśli" lub "gdyby".

Renato, wybrałaś sobie po raz kolejny kogoś toksycznego, bo Ty sama, nie zrobiwszy porządku w swojej głowie (terapia), jesteś toksyczna. I dopóki nie przezwoisz sobie mózgu, będziesz wybierać toksyków, a oni Ciebie. Masz wątłe poczucie własnej wartości i uzależniasz swoje dobre samopoczucie od tego, co byle plewy na Twój temat powiedzą. Ludzie umierają (ci wycieńczeni wieloletnim piciem zazwyczaj szybciej niż później) i niczyja to wina. A gdy związek nie działa (jest toksyczny, powoli zabija zamiast umożliwiać wzrost), trzeba go zmienić lub zakończyć - i niczyja to wina. Życie jest zmianą.

Życzę Ci, byś rzetelnie podeszła do swojej terapii, przeżywała dogłębnie i szczerze wszystkie emocje nie wstydząc się ich. I życzę Ci też, byś przestała tęsknić do "magicznego przyciągania i odpychania" (a tfu tfu), bo miłość to nie jest jakiś lunapark do zrzygania. Miłość to święty spokój, poczucie bezpieczeństwa i wzajemne wsparcie. No, wg mnie przynajmniej.

Pozdrawiam.

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 08 kwie 2014, 16:29
autor: Ewa
Nie tylko według ciebie. Pani Kapitan. :smile+:
Dodam tylko do tej wypowiedzi, że początkiem pozytywnych zmian jest uczucie, że ja sama z sobą się świetnie czuję, to jest naprawdę ważne. I jest także podstawowym krokiem do zrobienia. To jest, po mojemu, kamień milowy do zmian.
Bo kobieta przestaje uzależniać poczucia sensu swego istnienia na tym świecie od obecności obok postaci w spodniach. I taka kobieta dla spapranych już absolutnie atrakcyjna nie jest.

Ewa

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 08 kwie 2014, 18:06
autor: Renata
Psychoterapeutka powiedziala mi wczoraj,iz wypieram swoje emocje,nie dopuszczam ich"do głosu"Boje sie,ze zycia mi juz nie starczy na ogarniecie tematu.

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 10 kwie 2014, 21:24
autor: frusiak
Kapitanowa pisze:bo miłość to nie jest jakiś lunapark do zrzygania. Miłość to święty spokój, poczucie bezpieczeństwa


Jakże prawdziwe jest to co napisałaś...

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 10 kwie 2014, 21:47
autor: Kapitanowa
O, Frusiak! Jak się miewasz? I jak się miewa Gospodyni tego wątku dziś ? :)

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 11 kwie 2014, 06:13
autor: Renata
Witajcie-czuję się standardowo ,jak kazda uciekajaca.Roznie.Czytajac posty innych -wiem,ze wyzej d....nie podskoczę.Ciezko nad sobą pracuję i mam nadzieje,ze nadejdzie czas kiedy bedę mogla stwierdzic i poczuc ,ze-kocham siebie .Dzis jadę do mojego cudnego wnuka,I to jest moja najwieksza motywacja,aby zyć. :D

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 11 kwie 2014, 07:25
autor: lulla
Renata pisze:Psychoterapeutka powiedziala mi wczoraj,iz wypieram swoje emocje,nie dopuszczam ich"do głosu"Boje sie,ze zycia mi juz nie starczy na ogarniecie tematu.


Renata, każda z nas miała tak samo.
Dasz radę. :D

Teraz jestem w pracy, więc nie popiszę, ale dam coś do poczytania.
Artykuł trafia w punkt. Wszystko tu masz o sobie, o mnie i innych ;)

http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/poradnia/uzaleznienia/art,7,trujaca-milosc-toksyczne-zwiazki.html

Tam jest informacja o mechanizmach, o powodach, o sposobach.
I o innej terminologii też.

Uściskaj wnuczątko, moje już dzisiaj wraca do domu po szpitalnych atrakcjach.
Więc radość jest :)

buziaki

Jola

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 11 kwie 2014, 09:16
autor: Renata
Jolu-dzięki,Boze jak to cudne was mieć-odezwę się wieczorkiem pa-biegne do mojego Franka,ktory ma 9 miesiecy <hura>

Re: KIEDY ZWIĄZEK JEST JUZ TOKSYCZNY?

Nieprzeczytany postZamieszczono: 11 kwie 2014, 18:02
autor: frusiak
Kapitanowa u mnie różnie.. raz lepiej raz gorzej, staram się jakoś żyć i nie rozpamiętywać tego co było...

lulla zerknęłam do tego artykułu-ciekawy...
pozwolę sobie coś zacytować:
Ból poczucia, że jest źle traktowana, a jej najważniejsze potrzeby fizyczne, psychiczne, emocjonalne są niezaspokojone, jest okropny, ale wydaje się mniejszy niż ból życia bez Bartka. A może raczej - bez kogokolwiek. Bo najgorsze nawet wewnętrzne upodlenie i tylko iluzja bycia z kimś czy tzw. "posiadanie związku" są dla Marty lepsze niż konfrontacja z wewnętrzną pustką i ogromnym bólem, konsekwentnie przez całe lata tłumionym.

normalnie jakbym czytała o sobie jeszcze ze 3 miesiące temu...
na szczęście jest już dużo lepiej....