Dzień(nie jest)Dobry

Jesteś nowy/nowa na forum Strefy Problem?
Tu możesz się przedstawić i przywitać.

Moderatorzy: lulla, Opiekun Strefy Problem

Dzień(nie jest)Dobry

Nieprzeczytany postautor: kotem » 11 wrz 2015, 17:42

Witam,
jestem kotem, mam 25 lat i nienawidzę swojego życia.
Nic nie potrafię i nikt nigdy mnie niczego nie nauczył.
W życiu nie pójdę na żaden miting, bo nie lubie ludzi od dziecka i nie obchodzą mnie historie obcych ludzi.
Przeczytałem już chyba połowę tego forum, większość działu biblioteka.
Nie posiadam żadnych zainteresowań/pasji.
Codziennie czekam tylko na wieczór, kiedy będę mógł się położyć spać. Najgorsze są poranki, bo trzeba czekać najdłużej.
Nie piję i nie ćpam od piętnastu dni.
kotem
Nowozarejestrowany
Nowozarejestrowany
 
Posty: 6
Rejestracja: 11 wrz 2015, 17:35
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: mężczyzna
gadu-gadu: 0

Re: Dzień(nie jest)Dobry

Nieprzeczytany postautor: Jura » 11 wrz 2015, 20:14

Witaj Kocie.

Jestem zdrowiejącym alkoholikiem i kocham swoje życie...

Też kiedyś nienawidziłem swojego życia. Było to spowodowane moim nałogiem. Wszystko, według mnie, było do dupy i bez sensu, tylko ja taki inny, wyjątkowy, nie pasujący do tego świata, przeznaczony do wyższych celów, nikt mnie nie rozumiał, nie dostrzegali mojego nadprzyrodzonego potencjału zbawcy świata...

Niczego nie potrafisz i nikt cię niczego nie nauczył?... Czytać jednak potrafisz, pisać również, buszujesz po forum, to pewnie i coś więcej też potrafisz tylko uważasz to za bezcelowe. Też tak miałem.

Co do mityngów to nigdy nie mów nigdy. Też miałem za nic ludzi, terapie, AA i jakąkolwiek inną formę pomocy.
Z historii innych ludzi wziąłem to, co spowodowało, że nie piję ładnych kilkanaście lat, mnie jest dobrze, a i innym ze mną coraz lepiej, inaczej postrzegam świat, ludzi i wszystko co mnie spotyka.
Bo to wszystko za przyczyna alkoholu zostało wciśnięte w najgłębszy kąt coraz bardziej niszczonej mózgownicy...

Pasja, zainteresowania - póki co masz jednak dwie; alkohol i środki do ćpania, wszystko inne uważasz również za bezcelowe i głupie... Też tak miałem... Teraz mam i było to, oraz jest, jeden z głównych filarów mojej pracy nad sobą i mojego powrotu pośród normalnych ludzi...

Samo czekanie cały dzień na wieczór, by się położyć i odlecieć w sen może jest wygodnym sposobem na życie, ale kto cię utrzymuje, za co żyjesz, skoro tylko czekasz?...

Jako stary praktyk powiem ci, że czekasz na powtórkę z rozrywki i przy takim podejściu i rozumowaniu, prędzej czy później doczekasz się, a im dłuższa przerwa tym powrót bardziej ostry i drastyczny... Przerabiałem to również...Latami... I, że przeżyłem uważam to za jeden z cudów mojego życia...

Pewnie już śpisz, zatem na jutro - dzień dobry...
Bacz na dzień dzisiejszy,
gdyż na nim polega życie;
Awatar użytkownika
Jura
Opiekun forum
Opiekun forum
 
Posty: 1067
Zdjęcia: 11
Rejestracja: 26 lip 2005, 12:32
Lokalizacja: stąd
Podziękował : 6 razy
Otrzymał podziękowań: 12 razy

Re: Dzień(nie jest)Dobry

Nieprzeczytany postautor: kotem » 12 wrz 2015, 07:56

Dzień Dobry Jura,
Też kiedyś nienawidziłem swojego życia. Było to spowodowane moim nałogiem. Wszystko, według mnie, było do dupy i bez sensu, tylko ja taki inny, wyjątkowy, nie pasujący do tego świata, przeznaczony do wyższych celów, nikt mnie nie rozumiał, nie dostrzegali mojego nadprzyrodzonego potencjału zbawcy świata...


Dokładnie tak myślałem kiedyś, ale pewnego dnia mnie olśniło że jest jednak całkiem na odwrót. Ludzie, którzy mi sie wydawali gorsi, którymi w myślach gardziłem, każdy jeden sobie jakoś przecież jakimś cudem radził. Zrozumiałem więc pewnego dnia, że nie jestem od wszystkich dużo lepszy, tylko dużo, dużo gorszy.

Czytać jednak potrafisz, pisać również


Nie lada wyczyn. W XIV-tym wieku...

ale kto cię utrzymuje, za co żyjesz, skoro tylko czekasz?


Utrzymuje mnie mama. Mnie i ojca-alkoholika. Pracowałem w pl jako magazynier, ostatnio za granicą dwa miesiące, zostało mi jeszcze pare euro, nie kiwnąłem praktycznie palcem w poszukiwaniu pracy, wszystko załatwiono za mnie, mieszkałem z mamą(ona też pracuje w niemczech), jarałem zioło odkąd tylko otworzyłem rano oczy.
Nie wydaje mi się że był chociaż JEDEN dzień w w/w robocie, w którym czułbym się dobrze, z którego byłbym zadowolony. Nie raz płakałem jak ostatnia pizda(w pracy), że po co ja to ciągne, że czemu mnie nie jebnie ciężarówka po drodze, że przecież to długa droga w dół, że nigdy nie będe czuł się tak dobrze jak miałem 12 czy 15 lat.
Mózg mam dzieciaka, twarz mam dzieciaka, mama mówi że czego się nie dotknę to zepsuje. Nigdy nie byłem w jakimkolwiek związku. Spotykałem się ostatnio z dziewczyną sześć lat temu, przez jakieś dwa tygodnie, ale nie potrafiłem się do niej "dobrać" czy jak to się mówi, zakończyłem więc nasz "związek" słowami "ty głupia ku*wo".

Nie piłem około 255 dni, przez ten czas paląc przez cały dzień. Postanowiłem że już nie chce, że już mi wystarczy. Nie mogę odnaleźć się w tym świecie, nie pamiętam jaki byłem, jak reagowałem na poszczególne sytuacje, wreszcie; jaka była moja tożsamość, nie pamiętam nawet jaki był mój sposób chodzenia...
kotem
Nowozarejestrowany
Nowozarejestrowany
 
Posty: 6
Rejestracja: 11 wrz 2015, 17:35
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: mężczyzna
gadu-gadu: 0

Re: Dzień(nie jest)Dobry

Nieprzeczytany postautor: viki35 » 12 wrz 2015, 11:31

Pozdrawiam Cię Kocie i witam na forum.

Jak tak lubisz czytać, to poczytaj książkę "najgorszy człowiek na świecie" Małgorzaty Halber.
Jest ona (książka) co prawda o kobiecie, ale alkoholiczce i narkomance.

Z tego co piszesz dużo czytałeś na forum, a moje pytanie jest takie - ile z tego co czytałeś, tak naprawdę PRZECZYTAŁEŚ. Ile zapamiętałeś?
Każdy początek jest trudny, nikt nie mówi, że będzie łatwo. Ja od siebie powiem, że było trudno i chol..ciężko, ale było warto...

Pogody Ducha Ci życzę i każdej kolejnej godziny trzeźwości w cyklu 24-ro godzinnym.
Pozytywny pracoholizm - praca, praca nad sobą i trzeźwieniem, schodek po schodku w górę, cały czas, bez wieku emerytalnego.
viki35
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 653
Zdjęcia: 1
Rejestracja: 19 sty 2011, 15:40
Lokalizacja: Żyrardów
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 1 raz
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Re: Dzień(nie jest)Dobry

Nieprzeczytany postautor: kotem » 15 wrz 2015, 06:46

Lektura przeczytana, bardzo ciekawa i bardzo o mnie.
Dziewiętnasty dzień bez picia i ćpania,
nie jest ani trochę lepiej.
W niedziele byłem na wiejskiej imprezie, pooglądałem panienki, nic nie piłem ani nic nie paliłem, w nocy śniło mi się że piłem żubra, rano obudziłem się z lekkim bólem głowy i ogólnie jakbym się nachlał. To jest ten suchy kac? Czy może lunatykowałem i naprawdę coś piłem(w dzieciństwie mocno lunatykowałem)?
kotem
Nowozarejestrowany
Nowozarejestrowany
 
Posty: 6
Rejestracja: 11 wrz 2015, 17:35
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: mężczyzna
gadu-gadu: 0

Re: Dzień(nie jest)Dobry

Nieprzeczytany postautor: kotem » 24 wrz 2015, 16:55

Jestem prawie miesiąc "czysty".
O marihuanie myślę o dziwo rzadko, o alkoholu codziennie.
Nie mam pojęcia co ze sobą zrobić, po co wstawać z łóżka.
Z bliskimi prawie nie rozmawiam, odpowiadam głównie tylko "tak", "nie", albo "nie wiem".
Nie chcę żyć, nie mam po co, myślę że będzie już tylko gorzej i nie spotka mnie nic dobrego.
Oglądam filmy przyrodnicze ze łzami w oczach i ubolewam nad tym, iż jestem człowiekiem.
Niech ktoś mnie zabije, bo sam się nigdy nie odważę.

Obrazek
kotem
Nowozarejestrowany
Nowozarejestrowany
 
Posty: 6
Rejestracja: 11 wrz 2015, 17:35
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: mężczyzna
gadu-gadu: 0

Re: Dzień(nie jest)Dobry

Nieprzeczytany postautor: kotem » 12 paź 2015, 13:31

"Nie jesteś tym, co zrobiłeś wczoraj, co powiedziałeś wczoraj, co pomyślałeś wczoraj. Wielu ludzi będzie chciało się utwierdzić w przekonaniu, że jesteś swoją przeszłością. Niektórzy nawet będą domagać się, abyś nią był. Będą to czynić, ponieważ ogromnie im zależy na tym, abyś nadal był taki, jaki byłeś. Mogą wtedy mieć „rację”, jeśli chodzi o ocenę ciebie i mogą też na ciebie „liczyć”. Kiedy inni postrzegają, ciebie jako „złego”, nie chcą, abyś się zmieniał, gdyż pragną dalej mieć „rację”, jeśli chodzi o ocenę ciebie. To pozwala im usprawiedliwić sposób, w jaki ciebie traktują. Kiedy inni widzą w tobie „dobrego”, nie chcą, abyś się zmieniał, ponieważ pragną nadal na tobie „polegać”. To pozwala im usprawiedliwić sposób, w jaki spodziewają się, że będziesz ich traktował. Ty zaś otrzymujesz zaproszenie do życia chwilą. Stwarzaj swą Jaźń na nowo w teraźniejszości. To pozwoli ci oddzielić siebie od swoich uprzednich wyobrażeń o sobie – w czym znaczący udział mają wyobrażenia osadzone w cudzych wyobrażeniach o tobie. "


Postanowiłem że będę tu wkejał cytaty mojego ulubionego pisarza, bo sam nie mam nic mądrego do powiedzenia. :)

"Nie staraj się zapomnieć o swojej przeszłości, staraj się zmienić swoją przyszłość. Zapomnieć swoją przeszłość to najgorsze, co możesz zrobić. Zapomnieć przeszłość znaczy zapomnieć wszystko, co ma ci do pokazania, wszystko, czym cię obdarzyła. Nie udawaj też, że ona nie ma znaczenia. Wręcz przeciwnie, przyznaj, że ma znaczenie i właśnie dlatego, że ma, postanowiłeś więcej nie powtarzać pewnych zachowań. Lecz kiedy już podejmiesz to postanowienie, uwolnij się od swej przeszłości. Uwolnić się od niej to nie to samo co puścić ją w niepamięć. To znaczy przestać kurczowo jej się trzymać, przestać do niej lgnąć, jak gdybyś bez niej miał utonąć. A ty idziesz na dno z powodu swej przeszłości. Przestań posługiwać się przeszłością niczym tratwa unosząca cię na powierzchni twoich poglądów na swój temat. Odsuń od siebie te stare kłody i płyń do nowego brzegu. Trzymanie się przeszłości, jakby była rzeczywistością, nie służy nawet tym, którzy mają za sobą wspaniałe dokonania. Mówi się wtedy, że „spoczęli na laurach”, a nic bardziej nie hamuje rozwoju. Nie spoczywaj na swoich laurach ani nie rozpamiętuj swoich porażek. Zacznij raczej od nowa, wracaj na „start” w każdej złotej chwili teraźniejszości.
Ale jak można zmienić zachowania, które przeszły w nawyki, cechy charakteru, które się głęboko zakorzeniły?
Przez zadanie sobie jednego prostego pytania: Czy tym właśnie jestem? To najważniejsze z pytań, jakie sobie stawiacie. Warto je zadać przed każdą decyzją i po niej, począwszy od tego, co na siebie założyć, do tego, jaką pracę podjąć, od tego, kogo poślubić, do tego, czy w ogóle brać ślub. A z pewnością jest to nieodzowne pytanie, kiedy przyłapujesz się na zachowaniach, których jak powiadasz, chcesz zaprzestać. "

"Bądź nie tym, kim jak ci się zdaje, że jesteś, lecz tym, kim żałujesz, że nie jesteś"


-- 12 paź 2015, 17:05 --

Gdy miałem jedenaście-dwanaście lat mój ojciec miał pierwszy tak padaczki alkoholowej. Z tego wydarzenia (jak i kolejnych ataków) pamiętam dosłownie detale, mimo że było to kilkanaście lat temu.
Pierwszy raz był to piątek, byliśmy z rodziną w sąsiednim mieście na targu, ciocia kupiła chyba jakiś obraz. Nadszedł wieczór siedzieliśmy z bratem w swoich pokojach, mamy nie było, bo pracowała już wtedy za granicą, brat mieszkał jeszcze w domu, po tym pierwszym atakuj jakoś nagle znalazł pracę
w innym mieście i pracuje tam do dzisiaj. Siedzieliśmy w tych pokojach, ojciec robił w kuchni sałatkę. Nagle usłyszałem najgłośniejszy huk jaki dotychczas słyszałem i poczułem wibracje roznoszące się po całym mieszkaniu. Podbiegłem do drzwi swojego pokoju, otworzyłem je i zapytałem brata,
"co to? meble spadły?" który w biegu do kuchni i z wytrzeszczonymi oczami szeptał tylko "Jezus Maria". Zapytałem o meble, bo był wtedy też jakiś remont raczej malowanie i wielkie meble salonowe były przesuwane, a mnie zawsze przed nimi przestrzegano żebym po nich nie skakał, bo na mnie się zawalą.
Wyszedłem z pokoju popatrzyłem do salonu, meble nadal stały. Odwróciłem głowę do kuchni i zobaczyłem ten - nie powiem straszny, bo to o wiele za słabe porównanie dla takiego dzieciaka - obraz: ojciec rzucający się na ziemi jak ryba, z cieknącym płynem z ust, z napiętymi wszystkimi mięśniami, cicho wyjący. Brat w popłochu szukający telefonu, ja zamurowany nie mogłem się ruszyć tylko na to patrzyłem. Żaden z nas nie wiedział wtedy co to takiego. Brat wzywając karetkę powiedział chyba "zawał", ale może dlatego by przyjechali jak najszybciej. Przyjechali, zrobili zastrzyk i przede mną kolejna trauma, bo wtedy nie mając swojego łóżka spałem właśnie na takim dużym łóżku, z ojcem. Nie spałem, albo mało spałem tej nocy. Od tej pory(raczej do dzisiaj, mimo, że ma 25lat) na każdy głośniejszy dźwięk w domu, jeśli był ojciec, reagowałem panicznym strachem. Drugi raz to był poniedziałek, nie wiem ile dokładnie, jakieś kilka miesięcy później. Pamiętam z wtedy również dziwne detale; że był również wieczór, poniedziaek, oglądałem
w telewizji film "Kongo", na polsacie, bo wtedy jeszcze w poniedziałki był "mega hit". Ten sam schemat: Najpierw dziwny jęk, potem huk z kuchni, z jednym tylko wyjątkiem: byłem z ojcem sam. Kolejną różnicą po przybiegnięciu do kuchni jaką zobaczyłem było to, że tym razem nie tak jak za pierwszym - z głowy ojca rozlewało się po podłodze pełno krwi. Nie poinstruowali mnie wtedy jeszcze, a może zapomniałem, iż w trakcie ataku muszę mu podłożyć coś pod głowę. Tak więc w trakcie dzwonienia po karetkę i pobiegnięcia po sąsiada on tak walił tym łbem w podłogę(z czego prawdopodobnie powstały mu krwiaki, z których jeden dwa lat później pękł). Trzeci raz to był czwartek, obudził mnie po 5 ojciec zbierający się do pracy, to ja jako żarliwy wtedy 13-letni chyba katolik pomyślałem, że skoro nie śpię to odmówię różaniec o tej samej zwykle intencji kończący się "...i żeby tacie się nic nie stało". No i nie minęło kilka minut, a ojciec runął na podłogę niedaleko mojego łóżka i to samo co powyżej, od nowa. Znowu byłem sam, znowu wzywałem po pomoc któregoś z sąsiadów (nie pamiętam czy za tym czy poprzednim razem otworzył dopiero trzeci po moim waleniu w drzwi pięściami). Czwarty raz znowu kilka miesięcy później, obudziły mnie zamykane drzwi przez ojca, a po ponownym zaśnięciu niewiele później domofon, w którym głos sąsiada oświadczył że "twój tata tutaj leży pijany" a ja na to "jak pijany, kiedy dopiero wyszedł do sklepu." Już wiedząc o co chodzi, popatrzyłem przez okno, zauważyłem że leży na asfalcie, a nad nim grupka sąsiadów. Zbiegłem po schodach, przetrzymałem mu głowę i znowu karetka i tak dalej.
To był chyba właśnie ten raz, kiedy On trafił na OIOM i miał kilkanaście szans na przeżycie, ale przeżył. Mama musiała przyjechać, choć wtedy miała taką pracę, że zdaje się ciężko jej było wyprosić to u szefowej. Ojcowi wtedy pękł krwiak, musieli mu wyciąć kawałek dosłownie głowy, pamiętam jak później wyglądał po wyjściu ze szpitala (a leżał długo, później jeszcze detoks, przedłużany po znajomości- nic to nie dało)z brakiem kawałka czaszki nad uchem po jednej stronie, w dodatku z króciutkimi włosami. Zamieszkałem wtedy u cioci na jakiś czas, gdy mama z powrotem pojechała do pracy. Nic to nie dało, pił dalej i jadł tegretol(po tym ataku przyznali mu rente i do dzisiaj nie pracuje) i tak jest zresztą do dnia dzisiejszego. Mama długo nie popracowała już we Włoszech, wróciła, widziała że nic się nie zmieniło, zdiagnozowali jej depresje i nerwice lękową, pamiętam jak przez większość dnia potrafiła nie ruszyć się z łóżka, zrobić tylko obiad i leżeć w jakimś smutku, albo mówiąc mało albo złościć się o byle co. Leczyła się jednak, chodziła na meetingi i po jakimś czasie mogę powiedzieć że ozdrowiała, zaczęła "wracać" do dawnej siebie i do dzisiaj funkcjonuje już normalnie. Ojciec po drodze do dzisiaj miał jeszcze kilka ataków(jeden na przykład jak pojechał w odwiedziny do mamy, do Niemiec i witając się z nią na stacji), raz jeszcze był w szpitalu spadając z dachu, łamiąc cztery żebra i nabawiając się odmy płuc(mogłem tą nazwe przekręcić, przepraszam). Chociaż nie wiem jak ten człowiek jeszcze w miarę normalnie funkcjonuje, pali przez kilkadziesiąt lat dwie paczki dziennie, nawet dostając tej odmy,
pije raczej jeszcze więcej, czasem, gdy nie śpię w nocy słyszę o 4 rano charakterystyczny dźwięk otwieranej flaszki, popija i zasypia albo czeka na ranek.
Przez te wszystkie lata jednak, za dzieciaka, nie mogę powiedzieć żeby mnie zaniedbywał. ZAWSZE był ugotowany obiad i jedzenie na śniadanie czy kolację. Zawsze miałem wyprasowane i wyprane do szkoły. Szczegół, że te ubrania śmierdziały często cygarami i nawet mnie pani zapytała w podstawówce czy nie popalam. Oczywiście również na przestrzeni tego czasu co najmniej dziesiątki razy obiecywał mamie na kolanach że się zmieni, dziesiątki razy miał również proponowany odwyk, ale odpowiedź była zawsze negatywna i "ty mi nie będziesz wmawiać choroby". On po prostu ukochał picie. Ja przez te wszystkie lata strachu w domu, sam, nasłuchując dźwięków, gdy tylko wychodził ślęcząc w oknie i denerwując się z każdą mijającą minutą, że już się "coś" mu stało, odmawiając kilka różańców dziennie, nie piłem dość długo(względem towarzystwa w którym się obracałem, każdy zaczynał w wieku 13-14lat), bo chyba miałem dopiero ponad 16 lat gdy napiłem się tego pierwszego kieliszka. I później była przerwa kilka miesięcy i znowu symbolicznie, góra trzy i znowu przerwa. Poprostu nie ciągło mnie. Później piłem raz na weekend, dopiero zacząłem pić piwo codziennie mając chyba 18lat. Z początku jedno-dwa, po roku trzy-cztery, na weekendach wóda, później już odkąd miałem 20lat piłem te pięć-sześć dziennie i nie wiem czy było tyle dni co palców na jednej ręce przez cztery kolejne lata, żebym jakiś opuścił bez kilku piw. Oczywiście to miało taki zbawienny skutek, że z każdym kolejnym piwem nie bałem się już tak o ojca. Sączyłem sobie w pokoju ciesząc się bezrobociem, internetem i oczywiście procentami, a pijąc do pięciu piw nie miałem rano za bardzo kaca. Jak miałem 23 lata wypijałem już 6-8, często najtańsze browary i rano bywało niekolorowo. Drgawki, albo potrafiłem dwa tygodnie codziennie rano rzygać, nie rzadko więcej niż raz. Postanowiłem z tym definitywnie zakończyć po nowym roku od 2.01.2014, wytrzymałem jakieś dwa miesiące, później kilka dni ciągu wódka/piwo, spadanie z krzesła, krzyki po nocach. Znowu dwa miesiące przerwy, znowu tydzień picia od rana, straszne krzyki przez sen, mama była w domu, mówiła że krzyczałem jakby kilkoma głosami naraz, okropne rzeczy. Po którymś razie jak jej obiecywałem, że już przenigdy nie tknę alkoholu, wiedziałem, byłem pewny że koniec tej przygody, dając sobie takie głupie ultimatum - jak się napije to od razu się zabije bo nie wytrzymam tego że ona dowie się, że znowu skłamałem, złamałem przyrzeczenie. Później wytrzymałem chyba 255 dni, ale przy tym paląc konopie bez przerwy i znowu, ale tym razem krótszy ciąg nie tak intensywny, być może dlatego że paliłem i mieszkałem z mamą w DE. Znowu dwa miesiące przerwy i w Polsce pojechałem na festiwal i od nowa polska ludowa, nie pamiętam większości tygodnia, nie byłem w domu ale mówili mi że w nocy waliłem pięściami w ściany, krzycząc i "wiłem się na łóżku jak wąż", przestraszyłem małe dziecko... masakra. Nie pale już mary i w ogóle mnie do niej nie ciągnie, ale niedawno zaliczyłem znowu ciąg alko, choć "tylko" pięć dni, a od poprzedniego minęło tylko ponad pięć tygodni. Dodam jeszcze, że przez każdy powyższy ciąg piłem w jakiś 90% sam.
Żyje teraz 24-ma godzinami, ale poza czytaniem książek nie za wiele robie, większość czasu jestem przybity, bez sensu. Kiedy już coś wymyśle co mógł bym dzisiaj zrobić, za chwilę wydaje mi się to bez sensu' że po co mi to prawko kontynuować jak ja się boje i telepie jak tylko za kierownice usiąde. Że może dalej mi nie będzie szło i wyjdę z tej L-ki z głową w dół prosto do sklepu po reklamówkę browarów i jakąś setkę, a najlepiej ćwiartkę.
Chciałbym kogoś w końcu poznać, ale w kontaktach z dziewczynami na trzeźwo to samo - telepawki, poty, nic-nie-mówienie, bo po co, skoro i tak mówię niewyraźnie, jak to tak że ona będzie się co drugie słowo dopytywać "proszę? co mówiłeś?" I dalej słowa - klucze w głowie "xxxxx debilu, na co ty tu, komu?"
Brak mi motywacji, szukam jej w książkach Neale'a Donalda Walscha, zamówiłem sobie kolejną, online czytam inne. Jakoś od lat potrafi mnie podnieść na duchu. Tylko co jak to potem mija i depresja przychodzi z jeszcze większą siłą. Moja mama powtarzała mi nieraz "ty masz po prostu nerwicę". Może to prawda.

Zdaje sobie sprawę, że napisałem to nieskładnie i chaotycznie, jeśli ktoś to w ogóle przeczyta(jeśli tak to dziękuję), to proszę o wybaczenie. Napisałem to dosłownie jednym tchem. Coś mnie natchnęło, naszło. Ale i jakoś lepiej się czuje jak to z siebie wyrzuciłem. Nie wiele, ale lepiej.
pozdrawiam Wszystkich,
Kot.

Obrazek
kotem
Nowozarejestrowany
Nowozarejestrowany
 
Posty: 6
Rejestracja: 11 wrz 2015, 17:35
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: mężczyzna
gadu-gadu: 0

Re: Dzień(nie jest)Dobry

Nieprzeczytany postautor: pisklak » 12 paź 2015, 18:28

Witaj :) nie miałam okazji się przywitać

kotem pisze:motywacji, szukam jej w książkach Neale'a Donalda Walscha

przeczytałam (chyba) większość jego książek.. wytłumaczył mi wiele
Choć byłam na terapii, uczestniczyłam w mityngach.. nikt nie dał mi tyle.
Dziś, już nie pamiętam co w nich było. Pamiętam, że obalił iluzję jaką żyłam i otworzył oczy.
Stan bezsensu.. pojawiał się w moim życiu na dłużej (po zaprzestaniu picia) trzy razy.
Z perspektywy.. widzę, że to nie był czas stracony. Był mi potrzebny.
Co do postu.. przeczytałam. Chaosu, nie dostrzegłam.
Mnie takie pisanie, oczyściło z przeszłości.. dzięki temu przestała żyć w dziś. Tak jak w cytacie.. pamiętam ale mnie nie więzi.

pozdrawiam :)
"Pozwalam być ci sobą: myśleć samodzielnie, zaspokajać własne kaprysy, iść za własnymi skłonnościami, zachowywać się w sposób odpowiadający twoim gustom"- Antoni de Mello.
pisklak
Opiekun forum
Opiekun forum
 
Posty: 1675
Zdjęcia: 0
Rejestracja: 07 sty 2013, 14:48
Podziękował : 6 razy
Otrzymał podziękowań: 21 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Re: Dzień(nie jest)Dobry

Nieprzeczytany postautor: kotem » 06 lip 2017, 22:42

Witam,

nie pamiętam ile razy zapiłem od ostatniej wizyty na forum.
Od tego czasu trzy razy przeżyłem halucynozę alkoholową (głosy, szepty, halucynacje).
Wyjechałem kolejny raz za chlebem, tym razem na Wyspy. Tam po około dziesięciodniowym cugu straciłem pracę, wylądowałem w szpitalu, a następnie na ulicy. Wróciłem do domu, do Polski i znowu zapiłem.
To nawet nie wygląda u mnie tak że mnie jakoś szczególnie ciągnie do alkoholu, zawsze jest ten sam schemat: wypije dwa piwa z nudów, a nagle jestem po kilku dniach walenia do nieprzytomności. Nawet nie wiem po co to pisze. Wątki innych użytkowników przeglądam okazyjnie i nie wiem czy się chwalę czy żalę. Ogólnie mało wiem.
Nie chcę żyć ani umrzeć.
i nie, Jura, nie pójdę na terapię. Nawet nie chodzi że jakiś wstyd czy coś, wstydu nie ma we mnie od dłuższego czasu, chyba. Po prostu. Nie pójdę.
wszystkiego najlepszego i pozdrawiam.
kotem
Nowozarejestrowany
Nowozarejestrowany
 
Posty: 6
Rejestracja: 11 wrz 2015, 17:35
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: mężczyzna
gadu-gadu: 0

Re: Dzień(nie jest)Dobry

Nieprzeczytany postautor: Jura » 07 lip 2017, 05:28

...Witaj...
Wiesz co, lata temu byłem w całkiem podobnym miejscu jak ty teraz... A jednak przyszedł mój czas, może i Twój przyjdzie... Życzę ci tego z całego serca...
Pozdrawiam...
Bacz na dzień dzisiejszy,
gdyż na nim polega życie;
Awatar użytkownika
Jura
Opiekun forum
Opiekun forum
 
Posty: 1067
Zdjęcia: 11
Rejestracja: 26 lip 2005, 12:32
Lokalizacja: stąd
Podziękował : 6 razy
Otrzymał podziękowań: 12 razy


Wróć do Centrum Powitań

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości