Trup w szafie- bajka terapeutyczna

Skoro internetowe szlaki przyprowadziły Ciebie na to forum Strefy, to zaproponuj ciekawy temat, niekoniecznie nawiązujący do uzależnień i współuzależnień

Moderatorzy: lulla, Opiekun Strefy Problem

Trup w szafie- bajka terapeutyczna

Nieprzeczytany postautor: lulla » 23 cze 2012, 23:29

"pewien człowiek chciał zacząć żyć od nowa. Wybudował sobie piękny dom, piętrowy, z wieloma pokojami.Ale problem był taki, że miał w domu trupa.Schował go więc do szafy na parterze. Żył sobie dobrze, ale nie mógł zapomnieć,że w szafie ... Wyniósł więc trupa na pietro, a potem wyżej i wyżej.Mysli jednak przychodziły i był coraz bardziej nieszczęśliwy.Pewnego dnia wybiegł ze swojego pieknego domu.Spotkał wtedy mędrca i powiedział mu o sprawie.Mędrzec jak to mędrzec, powiedział mu, nie martw się, pójdę z Tobą i pomogę ci posprzątać.Poszli do domu.Posprzątali, zakopali trupa w ziemi, wywietrzyli dom, wyczyścili. Teraz już mógł być szczęśliwy. Bo nie da się zacząć od nowa, gdy nie sprzątnie się starego."
"Gdy wiosna przychodzi , trawa rośnie sama . "
Awatar użytkownika
lulla
Moderator
Moderator
 
Posty: 6528
Zdjęcia: 9
Rejestracja: 24 gru 2005, 10:40
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 13 razy

Nieprzeczytany postautor: dziadziunio » 28 cze 2012, 21:39

Pewien człowiek chciał zacząć żyć od nowa...Zmienił miejsce zamieszkania a w nowym miescie kupił ziemię i wybudował przepiękny nowy dom..Wszystko byłoby ok, gdyby nie deszcz który w regonie w którym teraz zamieszkał był na porządku dziennym..Każdego dnia nasz bohater wychodząc z domu i udając się na zakupy do pobliskiego miasteczka bezustannie wpadał w znajdujące się w zagłębieniach i dziurach uliczki kałużach...Codziennie idąc bezustannie bluzgał wszystko i wszystkich zrówno tych winnych jak i tych którzy mijali go idąc w tą samą jak i w przeciwną niż i on stronę...Każdego wieczora oglądał mokre buty i wciąż martwił się, że jak dalej będzie lało to nie za długo już będą mu służyły..Przyszła złota jesień a wraz z nią i temperatura nieco spadła w nogi zimno, mokro i przecież nie za bardzo przyjemnie..Zaczynały się kłopoty z zasypianiem gdyż nogi pobolewały, kręciły i stawać zaczynały się jakby nie jego..Ludzi których spotykał poprzednio jakby mniej, a ci których widywał z daleka omijać zaczynali go dalekim łukiem...Wciąż dziwnym było dla niego, ze nie widzą tego co i on...Nie chcą ukarać winnych, nie pragną jak i on stawiać stosów, szubienic czy aby szybciej zrobić z tym bałaganem porządek szafotów...Pewnego dnia jednak dostrzegł z daleka idącego w jego kierunku człowieka nie zbaczał nie uciekał jak i pozostali wiec szybko doszedł do wniosku, że to nie jest miejscowy..Był pewien, że znajdzie słuchacza, że uda mu się znależć jakiekolwiek zrozumienie, poparcie swoich tez i słusznych przecież a nie innych rocji pretensjowych...Jakież było jego zdziwienie gdy z daleka dostrzegł już, iż nie znajomy ten idzie w nowych całkiem suchutkich i pięknych bucikach..Nie znajomy zapytany dlaczego? Spojrzał głeboko mu w oczy i odpowiedzał...
A po kiego chu..ja łazisz łajzo środkiem każdej kałuży...omijaj je wyjdzie to Tobie na zdrowie a Twoim butom nie zaszkodzi <czesc>

za ch... przepraszam <papa>
.......................Poprzez nierozwagę, przeoczyłem chwilę w której wbrew zamysłom boskim ze zwykłego pijaczka stałem się kimś, kto chciał zamordować całe swoje wewnętrzne człowieczeństwo............................
Awatar użytkownika
dziadziunio
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 4960
Zdjęcia: 0
Rejestracja: 09 sty 2008, 13:00
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował : 37 razy
Otrzymał podziękowań: 28 razy

Nieprzeczytany postautor: dziadziunio » 29 cze 2012, 14:09

Nasz bohater po spotkaniu z nieznajomym długo nie mógł zasnąc, jego wprawiony w bojach mózg wciąż zaprzeczał temu co oczywiste..Przecież był jedynym logocznie myślącym człowiekiem tego popapranego globu a tutaj takie coś...W końcu zasnął lecz podczas tego snu jego wnetrze nadal spierało się z tym co powiedział starzec...Na drugi dzień z samego rana spróbował tak jak insynuował robić to nieznajomy, i pomimo oporu musiał zgodzić się z logikom nieznajomego..Buty suche....pomimo tego, że pokonał taką jak zawsze przecież drogę...Kałuży natomiast więcej było przecież dziś, niż tych które podczas wczorajszego spaceru próbował wciąż rozdeptywać...Codziennie chodząc tą samą przecież drogą wypatrywał co rusz przygarbionej sylwetki goscia który sprawił, że życie nabrało na powrót jego sensu... Chciał podziękować? chciał powiedzieć coś miłego? a co Was to obchodzi, przecież to jego życie...a życie to nie je bajka, życie to je bitwa i tylko od nas zależy ile w tym wszystkim będzie życia, ile bajki a ile bitwy...
Bo to nie buty, nie kałuże, nie pech, nie szczęście, nie chłód, nie słota to wszystko tylko i wyłącznie mózgu naszego krecia niebezpieczna dla nas robota....
Nie zawsze na forum alkoholowym piszemy o alkoholu...W obu bajkach nie ma jego ani grama...a jednak w jednej jak i drugiej jest zawarty cały mój alkoholizm ;)
Napisałem mój gdyż każdy inny wiecie zapewne gdzie ja mam <muza>

buziole <czesc>
.......................Poprzez nierozwagę, przeoczyłem chwilę w której wbrew zamysłom boskim ze zwykłego pijaczka stałem się kimś, kto chciał zamordować całe swoje wewnętrzne człowieczeństwo............................
Awatar użytkownika
dziadziunio
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 4960
Zdjęcia: 0
Rejestracja: 09 sty 2008, 13:00
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował : 37 razy
Otrzymał podziękowań: 28 razy

Nieprzeczytany postautor: dziadziunio » 30 cze 2012, 21:26

Jolka ma jednak intuicję..Tak bardzo chciałbym opisywać kazdy kolejny dzień przemiany naszego bajkowego przyjaciela..Pokazać jak, kiedy, dlaczego i po co? Jednak już tak niewiele z tego pamiętam..Strefa stała się bezpieczna, bezpieczna dla piszących na niej ludzi...Ci którzy mają możliwość, są albo dla mnie znajomymi albo posiadają już jakiś dorobek który nie pozwala działać i kąsać bez zastanowienia...Kiedyś byłoby to dla mnie bardzoi nudne forum i jestem pewny, że szybko bym się taką szarością znudził...A dziś cieszę się, że właśnie tak tu jest...Może jak Bogdan uruchomi wszystko będę gotowy a czytając inne wątki będę próbował pomagać?...A może nadal będę stukał tylko o tym co tam u mnie i u moich bliskich? do których wciąż mi bliżej dziś, niż bywało jeszcze zaledwie wczoraj....
zobaczymy, miłego. pozdrawiam :roll: dziadziunio :roll:
.......................Poprzez nierozwagę, przeoczyłem chwilę w której wbrew zamysłom boskim ze zwykłego pijaczka stałem się kimś, kto chciał zamordować całe swoje wewnętrzne człowieczeństwo............................
Awatar użytkownika
dziadziunio
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 4960
Zdjęcia: 0
Rejestracja: 09 sty 2008, 13:00
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował : 37 razy
Otrzymał podziękowań: 28 razy

Nieprzeczytany postautor: dziadziunio » 11 lip 2012, 22:39

Jak napisaem powyżej życie naszego bezimiennego przyjaciela zmieniło się od chwili w której spotkał na swojej drodze przygarbionego starca jego prawda sprawiła, że od tej pory nasz bohater chadzać zaczął w suchych butach...Lecz czy fakt i bezsporna winna wkraczania suchą stopą w mokry świat zmieni na tyle jego sposób myślenia aby od tej chwili zaczął potrafić w ogarniającym go wszechświecie normalnie funkcjonować...A co to znaczy normalnie? to znaczy tak jak inni? tak jak wybrani? tak jak tacy którzy potrafią przejść swoją drogę bez poważnych kolizji, bez sprzeczek? zadym? kłutni? Czy też tak aby wiecznie być w zgodzie ze swoim sumieniem? swoim wnętrzem? sobą? Czy zgoda ta będzie tak samo postrzegana przez innych tych bardziej lub też mniej normalnie normalnych? Pytania, pytania, pytania na które nikt nigdy nie znajdzie przecież odpowiedzi....
Nasz bohater jednak wchodząc w brud był w stanie rozgrzeszyć się z wszechogarniającej go pustki...znależć winnych, osądzić ich i całe szczęście tylko w tym, że nie posiadał na tyle władzy aby wykonać na nich jeden w tym trybunale bezspornie sprawiedliwy przecież wyrok...Ten brud pozwalał mu także co jakiś czas bluzgając i wyjac z bólu wyrzucić z siebie zwęglony na popiół strach, strach który drzemie w nim przecież od zawsze....Być może takim stworzył go bóg a być może poprzez swoje spacery tak właśnie a nie inaczej się sam uformował...
Czy same omijanie wystarczy? co zrobić z furiatem wewnątrz który wciąż dopomina sie o swoje? należne mu przecież jak psu micha od zawsze, na zawsze dokąd tylko żyć będzie jego żywiciel?
Czy potrafić będzie oprzeć się pokusie i nie wejdzie co jakiś czas w kałużę? po to tylko aby się uporać z nadmiarem nazbieranej i przeszkadzającej mu pary?
Kiedy zrozumie, że ludzie ludziom braćmi i wrogów pomiędzy nimi tylko znikomy ułamek?
Suche buty to dobry początek i chociaż droga przed nim jeszcze daleka to mijając wodne zasadzki wciąż bliżej mu[mijając je z prawa] do ludzi mijających go z prawa i odwrotnie kiedy będzie to robił z innej niż zapisana powyżej strona....

Ewas kiedyś miała napisane....jeżeli nie rozumiesz o czym piszę...znaczy, nie piszę tego do Ciebie i niech tak pozostanie <czesc>
.......................Poprzez nierozwagę, przeoczyłem chwilę w której wbrew zamysłom boskim ze zwykłego pijaczka stałem się kimś, kto chciał zamordować całe swoje wewnętrzne człowieczeństwo............................
Awatar użytkownika
dziadziunio
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 4960
Zdjęcia: 0
Rejestracja: 09 sty 2008, 13:00
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował : 37 razy
Otrzymał podziękowań: 28 razy

Re: Trup w szafie- bajka terapeutyczna

Nieprzeczytany postautor: lulla » 09 sie 2012, 22:45

Agnieszka Kozak

Bajka o nadziei

Choćbyś został sam, choćbyś nie umiał żyć, wierzę, że odmieni Cię nadzieja...


W pięknej dolinie, u stóp cudownych, zalanych słońcem gór była tętniąca śpiewem i radością wioska. Dolina odgrodzona była od świata z jednej strony pasmem pięknych gór, z drugiej strony wąską, ale bardzo rwącą rzeką. Ludzie, którzy w niej żyli byli naprawdę zadowoleni z życia, żyjąc z uprawy winogron. Winnice cudnie wypełniały całą dolinę i wydawało się, że stanowią cel i sens życia jej mieszkańców. Wiele trudu i pracy trzeba było włożyć w wielkie przestrzenie wypełnione krzewami.

Każdej wiosny ludzie z drżeniem serca witali pierwsze promienie słońca - czy już na stałe zagości w dolinie, czy będzie dość łaskawe, by ogrzewać delikatne pąki rodzących się do życia krzewów. Latem z pewnym niepokojem patrzyli na słońce, czy nie spali zbytnio swymi promieniami ziemi, w której płynęły życiodajne soki, czy będzie wystarczająco dużo deszczu by nadać soczystej barwy liściom, by rośliny miały siłę do życia. Wczesną jesienią konieczne było chronienie owoców przed nagłymi atakami mrozu schodzącego czasami niespodziewanie z wysokich gór. Dzień zaczynał się w wiosce od pełnego niepokoju spojrzenia na winnicę i kończył otarciem potu po zakończonej pracy na polu. Uprawa winorośli była wszystkim, co ludzie ci mieli, co sprawiało, że żyli...

Pewnego jesieni w wiosce wybuchł wielki pożar, który spalił wszystkie uprawy i wszystkie domy, spalił też mosty na rzece. Wielu ludzi zginęło w pożarze, a ci, którzy ocaleli, nie zdecydowali się na odbudowywanie swoich domów, zbyt wiele bólu wiązało się z tym miejscem, uprawy wypalone były do korzeni... Spalona dolina pokryta była popiołem, pełna zgliszczy, wydawało się, że zamarło w niej życie...

Jednak pozostał w niej mały chłopiec, którego rodzice dawno zmarli i byli pochowani na miejscowym cmentarzu. Nikt o nim nie pamiętał wszyscy zajęci byli własnymi stratami i bólem, więc w końcu został w opuszczonej dolinie sam. Nie bardzo miał dokąd iść, bo tu było wszystko, co kochał i co było dla niego ważne. Z trudem przetrwał zimę dzięki zapasom, które wygrzebał spod ruin zwalonych domów. Pewnego wiosennego poranka, kiedy udał się na poszukiwanie pożywienia zobaczył kilka zielonych listków nieśmiało wyrastających z ziemi na tuż przy zboczu góry. Z drżeniem serca i z drżącymi z radości, ale i niepewności dłońmi podszedł do tego cudu wynurzającego się z ziemi - ku jego radości liście okazały się być liśćmi winorośli! Ogień nie strawił wszystkiego, pozostał korzeń, była to szansa na odbudowanie kawałka winnicy. Jakże cieszył się tym wyrastającym z ziemi, bezbronnym i delikatnym krzewem. Jego oczy nabrały blasku, w sercu zaświtała nadzieja. Chłopiec od razu oczyścił przestrzeń wokół drobnej roślinki i zaczął się nią opiekować, postanowił wybudować wysoki i gruby mur wokół swojego kawałka ziemi, by nigdy już żaden ogień nie mógł mu zagrozić.

Jedyne, co do tej pory umiał, to uprawa winnic, był rolnikiem a nie budowniczym, nie znał się na budowaniu murów. Na brzegu rzeki znalazł starą łódkę, postanowił udać się do ludzi mieszkających po drugiej stronie rzeki i kupić od nich cegły i zaprawę murarską. Nie miał pieniędzy, więc postanowił nająć się jako ogrodnik i pomagać ludziom w uprawie ich roślin. Każdego dnia chłopiec przemierzał rwącą rzekę w swej małej łódeczce by pracować w ogrodach innych ludzi i za zarobione pieniądze kupować cegły na mur chroniący jego winnicę. Zaprzyjaźnił się też z ludźmi z wioski, wspólna praca bardzo ich do siebie zbliżyła.

Jednocześnie rozpoczął mozolną pracę w swoim ogrodzie, rozsadzał krzewy, przygotowywał kolejne kawałki ziemi pod uprawę, mozolnie budował mur cegła po cegle, by chronić winnicę na wypadek pożaru. Jednak ciężka praca i pokonywanie rwącej rzeki małą łódką powoli wyczerpywało jego siły, tak, że czasami po powrocie z wioski nie miał już siły na pracę w swoim ogrodzie, jedynie na ułożenie kolejnej warstwy przywiezionych cegieł. Zaczął zaniedbywać swoją winnicę, za to ogrody ludzi, w których pracował, piękniały z tygodnia na tydzień. Ludzie, dla których pracował bardzo go polubili z troską patrzyli na jego zmęczone, spracowane ręce i na oczy, które zdawały się tracić swój blask... Pewnego dnia stary ogrodnik, któremu pomagał w pracy w ogrodzie zapytał, co go trapi. Chłopiec opowiedział staruszkowi, że brakuje mu sił i czasu na pracę we własnej winnicy, stary ogrodnik z pięknym i szczerym uśmiechem zaproponował mu pomoc. Chłopiec ucieszył się, ale potem ze smutkiem zauważył, że jego łódka jest za mała na to, by przewieźć ich obu na drugi brzeg, a inaczej nie można się było tam dostać.

Ze spuszczoną ze zmęczenia i smutku głową podszedł do brzegu rzeki, z dala widać było piękny, wysoki mur, który chronił jego winnicę. Jakże był majestatyczny na tle zachodzącego słońca! Gdyby tylko na rzece zbudować most? No tak, most, ale skąd wziąć budulec, skąd wziąć cegły... Jakie to proste! Przecież cegieł, na które zapracował wystarczyłoby na solidny most, przecież mógł rozebrać mur i poprosić ludzi z wioski by pomogli mu w budowie mostu, by pomogli mu w pracy przy odbudowywaniu jego winnicy...

Wszystko co robimy, czego się podejmujemy, każda myśl i każdy talent w nas złożony są jak cegły - tylko od nas zależy czy użyjemy ich do budowania murów, które odgrodzą nas od ludzi i od miłości, czy użyjemy ich do budowania mostów, które pozwolą czasami przejść do drugiego człowieka, przekroczyć trudną i rwącą rzekę, które pozwolą innym przychodzić do nas...




źródło : http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=268
"Gdy wiosna przychodzi , trawa rośnie sama . "
Awatar użytkownika
lulla
Moderator
Moderator
 
Posty: 6528
Zdjęcia: 9
Rejestracja: 24 gru 2005, 10:40
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 13 razy

Re: Trup w szafie- bajka terapeutyczna

Nieprzeczytany postautor: pisklak » 09 lut 2013, 10:54

To dobrze.

"Pewien król miał giermka, z którym prawie nigdy się nie rozstawał. Giermek ów w każdej sytuacji, niezależnie od tego czy była pozytywna czy negatywna, zwykł był mówić „to dobrze!”
Pewnego razu król był wraz giermkiem na polowaniu. Giermek popełnił jakiś błąd, gdy szykował królowi strzelbę i w rezultacie król odstrzelił sobie kciuk, gdy nacisnął na spust. Giermek, analizując zdarzenie, powiedział „to dobrze!” Król okropnie się wściekł i krzycząc „to nie jest dobrze!!!” kazał zamknąć go w więzieniu.
Minął rok i król wybrał się w bardzo daleką podróż. Został pojmany przez kanibali i zawleczony do ich wioski wraz z innymi członkami królewskiej świty. Związano mu ręce i przygotowano ognisko z wielkim kotłem. Gdy jednak ciągnięto króla w kierunku ogniska, jeden z kanibali zauważył, że królowi brakuje kciuka. Ponieważ kanibale nie jedzą tych, którzy mają uszczerbki w ciele – króla wypuszczono.
Po powrocie do domu, król przypomniał sobie giermka, niefrasobliwość którego pozbawiła go kciuka i zrobiło mu się wstyd. Natychmiast udał się do więzienia, żeby uwolnić nieszczęśnika.
- Miałeś rację – powiedział król – to dobrze, że nie mam kciuka. I opowiedział giermkowi o strasznej przygodzie z kanibalami.
- Żałuję, że wsadziłem cię do więzienia, to bardzo źle z mojej strony.
- Nie, - powiedział giermek. – To dobrze!
- Co ty opowiadasz? Jak możesz mówić, że to dobrze, że wsadziłem cię do więzienia na cały rok???
- Gdybym nie był w więzieniu, to byłbym tam razem z tobą, - odparł giermek."
"Pozwalam być ci sobą: myśleć samodzielnie, zaspokajać własne kaprysy, iść za własnymi skłonnościami, zachowywać się w sposób odpowiadający twoim gustom"- Antoni de Mello.
pisklak
Opiekun forum
Opiekun forum
 
Posty: 1675
Zdjęcia: 0
Rejestracja: 07 sty 2013, 14:48
Podziękował : 6 razy
Otrzymał podziękowań: 21 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Re: Trup w szafie- bajka terapeutyczna

Nieprzeczytany postautor: pisklak » 19 lut 2013, 23:05

‎"Pewien człowiek szukał dla siebie idealnego miejsca. Szukał długo. Wreszcie, w dalekim kraju znalazł to czego szukał – wymarzone, wspaniałe miejsce, w którym było mu dobrze. Spacerował sobie po mieście, które tak bardzo mu się spodobało, aż trafił na miejski cmentarz. Spojrzał na nagrobki i oniemiał z przerażenia. Wszędzie były daty wskazujące na to, że ludzie tu pochowani żyli dwa do trzech lat, nawet podana była dokładna liczba godzin.
Człowiek uciekał z tego miasta w wielkim popłochu, aż w wąskiej uliczce wpadł na jakiegoś starca.
- Jesteście potworami!!! – krzyczał przerażony. – Zabijacie swoje dzieci!!!
Starzec pokazał człowiekowi mały notesik na łańcuszku, który miał zawieszony na szyi i powiedział:
- W naszym mieście, gdy młody człowiek staje się pełnoletni, otrzymuje taki notesik. Zapisuje w nim każdą chwilę, każdą minutę albo godzinę swojego szczęścia. Po śmierci wszystkie te chwile przeliczamy. I to jest właśnie rzeczywisty czas naszego pobytu w tym życiu."

A gdyby...?
Gdyby takie miejsce istniało?
Ile lat, ile godzin masz zapisane w notesiku?
"Pozwalam być ci sobą: myśleć samodzielnie, zaspokajać własne kaprysy, iść za własnymi skłonnościami, zachowywać się w sposób odpowiadający twoim gustom"- Antoni de Mello.
pisklak
Opiekun forum
Opiekun forum
 
Posty: 1675
Zdjęcia: 0
Rejestracja: 07 sty 2013, 14:48
Podziękował : 6 razy
Otrzymał podziękowań: 21 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Re: Trup w szafie- bajka terapeutyczna

Nieprzeczytany postautor: lulla » 01 cze 2013, 08:41

Z okazji Dnia Dziecka :)
Dla Naszych Wewnętrznych Dzieci :)


Marzenie Dziecka

"- Halo, czy to Biuro Rzeczy Znalezionych? – zapytał dziecięcy głos.
- Tak, skarbie. Zgubiłeś coś?
- Zgubiłem mamę. Jest może u was?
- A możesz ją opisać?
- Jest piękna i dobra. I bardzo kocha koty.
- No właśnie wczoraj znaleźliśmy jedną mamę, może to twoja. Skąd dzwonisz?
- Z domu dziecka nr 3.
- Dobrze, wysyłamy mamę. Czekaj.
Weszła do jego pokoju, najpiękniejsza i najlepsza, tuląc do piersi prawdziwego, żywego kota.
- Mama! – krzyknął maluch i rzucił się do niej. Objął ją z taka siłą, że aż zbielały mu paluszki. – Mamusiu! Moja mamusiu!!!
…Chłopca obudził jego własny krzyk. Takie sny miał praktycznie co noc. Wsadził rękę pod poduszkę i wyciągnął zdjęcie dziewczyny, które znalazł rok temu na podwórku domu dziecka. Od tamtej pory trzymał zdjęcie pod poduszką i wierzył, że to jego mama. Wpatrywał się teraz w ładną twarz dziewczyny, aż wreszcie zasnął.
Rano dyrektorka domu dziecka, o wielce obiecującym imieniu Aniela, jak zwykle zaglądała do każdego pokoju, żeby przywitać się z wychowankami i pogłaskać każdego malucha po głowie. Na podłodze, przy łóżku chłopca, zauważyła zdjęcie, które mały w nocy upuścił.
- Skąd masz to zdjęcie? – zapytała.
- Znalazłem na podwórku. To jest moja mama, – uśmiechnął się chłopiec. – Jest bardzo piękna i dobra i kocha koty.
Dyrektorka poznała tę dziewczynę. Po raz pierwszy przyszła do domu dziecka w zeszłym roku wraz z innymi wolontariuszami. Pewnie wtedy zgubiła zdjęcie. Od tamtej pory dziewczyna chodzi od jednego urzędnika do drugiego, próbując zdobyć pozwolenie na adopcję dziecka. Ale, zdaniem lokalnych biurokratów, nie ma na to szans, ponieważ nie posiada męża.
- Cóż, - powiedziała dyrektorka. – Skoro to twoja mama, to wszystko zmienia.
Po powrocie do swojego gabinetu, pani dyrektor usiadła i czekała. Po jakimś czasie rozległo się pukanie do drzwi i do gabinetu weszła dziewczyna ze zdjęcia.
- Proszę, - powiedziała dziewczyna, kładąc na biurku grubą teczkę. – Wszystkie dokumenty, opinie, zaświadczenia.
- Dziękuję. Muszę jeszcze zadać ci kilka pytań. Kiedy chcesz zobaczyć dzieci?
- Nie mam zamiaru ich oglądać. Wezmę każde dziecko, jakie mi pani zaproponuje. Przecież prawdziwi rodzice nie wybierają sobie dziecka… nie wiedzą, jakie się urodzi – ładne czy nieładne, zdrowe czy chore… Kochają je takie, jakie jest. Ja też chcę być taką prawdziwą mamą.
- Po raz pierwszy mam taki przypadek, - uśmiechnęła się dyrektorka. – Zaraz przyprowadzę pani syna. Ma 5 lat, jego matka zrzekła się go zaraz po urodzeniu. Jest pani gotowa?
- Tak, jestem.
Mały chłopiec rzucił się do niej z całych sił.
- Mama! Mamusiu!
Dziewczyna głaskała go po malutkich pleckach, przytulała, szeptała słowa, których nikt poza nimi nie mógł usłyszeć.
- Kiedy mogę zabrać syna? - zapytała.
- Z reguły rodzice i dzieci stopniowo przyzwyczajają się do siebie, najpierw są odwiedziny w domu dziecka, potem rodzice zabierają dziecko na weekendy, a potem na zawsze, jeśli wszystko jest w porządku.
- Zabieram syna od razu, - stanowczo oznajmiła dziewczyna.
- Dobrze, - machnęła ręką dyrektorka. – Jutro i tak zaczyna się weekend, a w poniedziałek przyjdzie pani i dokończymy formalności.
Chłopiec był szczęśliwy. Trzymał mamę za rękę, bojąc się, że znowu ją zgubi. Wychowawczyni pakowała jego rzeczy, wokół stał personel, niektórzy dorośli ukradkiem wycierali łzy. Kiedy chłopiec wraz z dziewczyną wyszli już z domu dziecka na słoneczną ulicę, chłopiec zdecydował się zadać najważniejsze pytanie:
- Mamo… a lubisz koty…?
- Uwielbiam! W domu czekają na nas dwa! – roześmiała się dziewczyna, czule ściskając rączkę malucha.
Chłopiec uśmiechnął się i pewnym krokiem ruszył z mamą w stronę swojego domu.
Pani dyrektor Aniela spoglądała przez okno na oddalające się sylwetki dziewczyny i chłopczyka. Potem usiadła i wykonała jeden telefon.
- Halo, Kancelaria Aniołów? Proszę przyjąć zamówienie. Imię klientki wysłałam mailem, żebyście nie pomylili. Najwyższa kategoria: podarowała dziecku szczęście… proszę o standardową wysyłkę – moc sukcesów, miłości, radości itp. I dodatkowo: mężczyznę wyślijcie, niezamężna jest. Tak, wiem, że macie deficyt, ale to wyjątkowy przypadek. Owszem, finanse też się przydadzą, chłopiec musi się dobrze odżywiać… Już wszystko poszło? Dziękuję.
Podwórze domu dziecka wypełniało ciepłe słoneczne światło i bawiące się dzieciaki. Odłożyła słuchawkę i podeszła do okna. Lubiła patrzeć na te maluchy, prostując za plecami ogromne, białe jak śnieg skrzydła…
Być może nie wierzycie w anioły, ale anioły wierzą w was".

Nie, stanowczo nie będziemy Wam dziś życzyć nowych zabawek. Nasze serca są dziś z Dzieciakami, które śnią po nocach o tym jednym zdaniu: „chodź, idziemy do domu”. My, dorośli, jesteśmy Wam winni całą miłość tego świata. To my zawiedliśmy i tylko my możemy to naprawić.

http://www.open.edu.pl/
"Gdy wiosna przychodzi , trawa rośnie sama . "
Awatar użytkownika
lulla
Moderator
Moderator
 
Posty: 6528
Zdjęcia: 9
Rejestracja: 24 gru 2005, 10:40
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 13 razy

Re: Trup w szafie- bajka terapeutyczna

Nieprzeczytany postautor: marianna28 » 04 sie 2013, 21:19

Świetne. Nigdy wcześniej takich nie czytałam.
Niektóre aż wywołują gęsią skórkę.
Cieszę się, że trafiłam na te bajki.
Będę miała teraz o czym myśleć.
marianna28
Nowozarejestrowany
Nowozarejestrowany
 
Posty: 3
Rejestracja: 04 sie 2013, 21:14
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Re: Trup w szafie- bajka terapeutyczna

Nieprzeczytany postautor: MARTAB » 09 paź 2013, 09:29

„Bajka o zmianie”
Dawno, dawno temu, za górami i lasami była sobie pewna kraina, którą rządził mądry król i królowa. Owe królestwo słynęło z dobrobytu i dostatku, poddanym żyło się dobrze, a para królewska dbała o to, aby panował ład i porządek. Król i królowa mieli jednak jedno zmartwienie. Otóż ich jedyna córka wchodziła właśnie w wiek, w którym czas było myśleć o zamążpójściu. Rodzicom królewny kwestia ta spędzała sen z powiek. Zastanawiali się, w jaki sposób dokonać wyborów królewicza, który nie tylko poślubi ich piękną córkę, ale otrzyma także we władanie pół królestwa.

Zasięgnęli parady doradców królewskich i wspólnie doszli do przekonania, że rękę swojej córki i pół królestwa oddają temu młodzieńcowi, który wykaże się mądrością i poprawnie odpowie na następujące pytanie: Co jest najważniejsze w życiu?

Jak uradzili, tak też zrobili. Para królewska rozesłała po całym królestwie wici z dobrą nowiną. Oddadzą rękę królewny temu, kto okaże się mądry i odgadnie zagadkę: Co jest najważniejsze w życiu?

W wyznaczonym czasie na dwór królewski zaczęli się zjeżdżać przystojni młodzieńcy, każdy z nich pragną pojąć za żonę piękną królewnę i dodatkowo otrzymywać we władanie pół królestwa. Jeden z nich, odziany w śliczną zbroję stanąwszy przed obliczem pary królewskiej rzekł: Królu i Królowo najważniejsze w życiu jest męstwo!

Król i Królowa spojrzeli po sobie i zgodnie odpowiedzieli: Nie dzielny rycerzu, to nie męstwo. Inny z młodzieńców rzekł: Najważniejsza w życiu jest siła! Niestety, ku jego zaskoczeniu także spotkał go zawód. I tak kolejny młodzi, przystojni rycerze próbowali swoich siły wymyślając coraz to inne odpowiedzi. Padały m.in. takie słowa jak: spryt, odwaga, bogactwo, itp.

Żadna jednak z nich nie zadowoliła pary królewskiej.

Przez cały czas próbom tym przyglądał się młody, skromny ogrodnik, syn nadwornego ogrodnika, który przez wiele lat miał sposobność przyglądać się pracy swojego ojca. Z sezonu na sezon widział jak wraz ze zmianą pór roku rozwijają się rośliny, kwiaty, krzewy, drzewa. Jak z zasianego ziarna, wypuszczają kiełki, które później rozwijają się w łodygi, pojawiają się liście, kwiaty, które następnie wydają owoc, owoc daje ziarna, które z kolei następnego roku ponownie służą do zasiewu, itp. Przyglądają się temu od lat i słuchając dotychczasowych odpowiedzi młodzieńców starających się o rękę królewny doszedł do wniosku, że ....

Królu i Królowo najważniejsza w życiu jest : ZMIANA!

Król i Królowa zgodnie spojrzeli po sobie i odpowiedzieli. Tak młody człowieku najważniejsza w życiu jest zmiana!
Młody ogrodnik w nagrodę za swą mądrość otrzymał rękę pięknej królewny i pól królestwa. Oboje sprawiedliwie rządzili królestwem żyjąc długo i szczęśliwie.
MARTAB
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1149
Rejestracja: 06 lis 2009, 11:30
Lokalizacja: SŁUPSK
Podziękował : 8 razy
Otrzymał podziękowań: 11 razy

Re: Trup w szafie- bajka terapeutyczna

Nieprzeczytany postautor: MARTAB » 11 paź 2013, 13:07

Dawno, dawno temu, kiedy Cesarstwo Chin było w rozkwicie, a ludzi ceniono w nim bardziej za to kim byli, niż co posiadali, żył sobie w pewnej wiosce ubogi Mędrzec. Był wdowcem. Żona umarła przy porodzie, zostawiając mu na pociechę jedynego syna. Syn dorósł i był ojcu podporą. Utrzymywali się z pracy na roli, z niewielkiego kawałka ziemi, który uprawiali wspólnie za pomocą starej szkapy. Mała chatka z bambusa i trzciny dawała im schronienie. Mędrzec był ceniony przez sąsiadów za swoją wiedzę i doświadczenie. I wydawałoby się, że ten stan mógłby tak trwać przez lata, ale przecież niebadane są wyroki losu.
Pewnego razu nadciągnęła nad wieś burza. Wiatr przyginał drzewa do ziemi, pioruny waliły niemalże bez przerwy. Jeden z nich uderzył w drzewo w pobliżu chaty, w której żył Mędrzec ze swoim synem. Koń, który był w zagrodzie obok chaty, spłoszony hukiem zerwał się z uwięzi i pognał przez ogrodzenie gdzieś przed siebie. Rano Mędrzec spostrzegł brak konia i spokojnie wrócił do swoich zajęć, ale gdy ten brak dostrzegli sąsiedzi, to podniósł się wielki lament: - Koń wam uciekł? Jakże wy teraz poradzicie sobie w polu? Za co będziecie żyć? Jakieś nieszczęście cię spotkało! - mówili ludzie. Na to mędrzec niezmiennie odpowiadał: - A skąd wiecie, że to źle? No skąd? Skąd wiecie, że to nieszczęście?
Minęło kilka dni. Spoza chmur wyjrzało słońce a koń, któremu przecież dobrze było u ludzi, którzy o niego dbali i go szanowali, wrócił do domu Mędrca i ... przyprowadził ze sobą stado dzikich koni. Wprowadził je wprost do zagrody. Rano Mędrzec spostrzegł to, zamknął wrota do zagrody i spokojnie wrócił do swoich zajęć. Zmiana nie umknęła też uwadze sąsiadów: - Ależ wy macie szczęście! Co za szczęście was spotkało!
I ponownie teraz, tak jak przedtem, Mędrzec odpowiadał: - A skąd wiecie, że to szczęście? No skąd?
I znowuż minęło kilka dni. Mędrzec postanowił sprzedać pozyskane w tak cudowny sposób konie. Przedtem chciał jednak wybrać konia, który pomógłby jego starej, steranej szkapie. Wspólnie z synem wybrali jednego z nich. Konia trzeba było jednak okiełznać. Syn podszedł do niego, błyskawicznie wskoczył na jego grzbiet, złapał się mocno za końską szyję i położył na grzbiecie. Koń wspiął się na tylne nogi, zarżał i zaczął dziko podskakiwać. Nie starczyło młodzieńczego zapału i sprytu. Po kilku podskokach młodzieniec spadł z konia i złamał sobie nogę. I znowuż sąsiedzi mówili: - Jakże ty teraz dasz sobie sam radę? Kto ci pomoże? Ależ nieszczęście cię spotkało! Mędrzec tylko uśmiechał się pod nosem: - A skąd wiecie, że to nieszczęście? No skąd?
O jakże niebadane są wyroki losu! Na zachodniej granicy Cesarstwa pojawił się nagle wróg. Wybuchła okrutna wojna. Każdy z książąt był zobowiązany do wystawienia własnego oddziału do obrony granic. Również i władca wioski, w której żył Mędrzec ze swoim synem. Do wsi przyjechał oficer i zabierał wszystkich młodych chłopców, którzy mogli już walczyć. Ale jak pewnie domyślasz się Drogi Czytelniku - syna Mędrca nie zabrał, bo miał złamaną nogę. I znowuż sąsiedzi mówili...
Tak, tak. Bardzo często to, co w życiu nas spotyka nie jest ani dobre, ani złe. To tylko kwestia naszego nastawienia. Dopiero upływ czasu pozwala nam ocenić, co coś, co nas spotkało, to było dobre, czy złe. Przyjmujmy więc ze spokojem to, co przynosi nam los. Ze spokojem i z wiarą, że to co wydaje się nam złe, nie będzie złym za jakiś czas, gdy spojrzymy na rzecz z innej perspektywy.
MARTAB
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1149
Rejestracja: 06 lis 2009, 11:30
Lokalizacja: SŁUPSK
Podziękował : 8 razy
Otrzymał podziękowań: 11 razy

Re: Trup w szafie- bajka terapeutyczna

Nieprzeczytany postautor: MARTAB » 31 paź 2013, 06:20

O spełnieniu

Były sobie Spełnienia. Leżały na ulicy, tańczyły na wietrze, pływały po morzach i wskakiwały na chmury. Spełnienia były wszędzie i na każdym kroku. Ludzie je napotykali, czasem podnosili, oglądali z każdej strony, badali dotykiem, sprawdzali temperaturę, odczyn , zabarwienie, twardość, zapach i smak. Bywało, że Spełnienie się spodobało i człowiek łaskawie brał je ze sobą i wkładał do kieszeni, lub wrzucał do kapelusza. Najczęściej jednak ludzie omijali Spełnienie, bo myśleli, że to nie dla nich, że nie jest szyte na miarę, przecież tak nie powinno być, że coś tam wystaje, coś jest za krótkie, coś za sztywne, a coś nie przylega do ciała i marzeń dostatecznie dobrze. A gdy tak było, nie brali spełnienia wcale, bo NIE TAK sobie go wyobrażali, nie o to prosili, i jest to zbyt nieprecyzyjne spełnienie wobec tego co wizualizowali, rysowali na mapach marzeń i o co prosili.

Pewnego razu szedł sobie człowiek piękną, leśną drogą i potknął się o swoje Spełnienie, ale zamiast schylić się po niego, podnieść, zamiast podziękować i zamiast skakać z radości, że oto jego prośby zostały wysłuchane, kopnął go jeszcze mocniej, bo akurat szedł bardzo rozzłoszczony, że jego marzenia mimo wielu zabiegów się nie spełniają. I tak oto kopnięte spełnienie przeszło mu koło nosa…

Nasze prośby są wysłuchiwane. Ale czasami dostajemy je w innej fakturze, kroju lub kolorze niż sobie wymarzyliśmy. Ale czy to od razu znaczy, że mamy owo Spełnienie odrzucić?…
MARTAB
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1149
Rejestracja: 06 lis 2009, 11:30
Lokalizacja: SŁUPSK
Podziękował : 8 razy
Otrzymał podziękowań: 11 razy

Re: Trup w szafie- bajka terapeutyczna

Nieprzeczytany postautor: rodenka » 05 lis 2013, 20:34

Zrobiła na mnie wrażanie ta bajka! Mądra i ma przesłanie :) :)
rodenka
Nowozarejestrowany
Nowozarejestrowany
 
Posty: 4
Rejestracja: 05 lis 2013, 20:27
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Re: Trup w szafie- bajka terapeutyczna

Nieprzeczytany postautor: pisklak » 07 lis 2013, 20:01

Bajka o motylu.
Pewnego dnia mały motyl zaczął wykluwać się z kokonu. Człowiek usiadł i przyglądał się, jak motyl przeciska swoje ciałko przez malutki otwór. Wtedy motyl się zatrzymał — jakby zaszedł tak daleko jak mógł i dalej już nie miał sił. Człowiek więc postanowił mu pomóc: wziął nożyczki i rozciął kokon. Motyl wydostał się z niego bez problemu, miał jednak wątłe ciałko i bardzo pomarszczone skrzydła. Człowiek dalej go obserwował, spodziewając się, że skrzydła motyla zaczną stopniowo grubieć, powiększać się, dzięki czemu motyl będzie mógł odlecieć i zacząć żyć. Tak się jednak nie stało. Motyl spędził resztę życia, czołgając się po ziemi z mizernym ciałem i pomarszczonymi skrzydełkami. Do końca życia nie był w stanie latać.

Człowiek w całej swej życzliwości i dobroci nie wiedział, że walka motyla z kokonem była bodźcem dla jego skrzydeł, że motyl jest w stanie latać tylko wtedy, gdy pokona opór kokonu.

http://flandra.wordpress.com/2010/01/02/bajka-o-motylu/
"Pozwalam być ci sobą: myśleć samodzielnie, zaspokajać własne kaprysy, iść za własnymi skłonnościami, zachowywać się w sposób odpowiadający twoim gustom"- Antoni de Mello.
pisklak
Opiekun forum
Opiekun forum
 
Posty: 1675
Zdjęcia: 0
Rejestracja: 07 sty 2013, 14:48
Podziękował : 6 razy
Otrzymał podziękowań: 21 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Następna

Wróć do Tematy bez granic

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości