Rozwody po zaprzestaniu picia

Skoro internetowe szlaki przyprowadziły Ciebie na to forum Strefy, to zaproponuj ciekawy temat, niekoniecznie nawiązujący do uzależnień i współuzależnień

Moderatorzy: lulla, Opiekun Strefy Problem

Rozwody po zaprzestaniu picia

Nieprzeczytany postautor: xxx » 06 maja 2008, 07:05

ROZWÓD!!!...
Tragedia rodzinna. Zawsze. W jakichkolwiek okolicznościach, pozostaje tragedią.
Nawet jeśli przynosi ulgę i sprawia, że więzy z agresorem, pijakiem zostały przecięte w sądzie.
To słowo przewijające się najczęściej w postach pomocowych dla współuzależnionych żon, mężów.
(bo z bratem, siostrą, rodzicami nie można się rozwieść :( ) -
skłoniło mnie do napisania pewnej rzeczy, która gdzieś jest spychana na margines.
Pomyślałam:
Może warto by było przypomnieć osobom bliskim alkoholików szukających tu dla NICH (nie dla siebie) pomocy?(jakoś mało tu się o tym pisze) w jakim celu powstał Al-Anon? Jakie są jego założenia?
Może warto by było przypomniec, że Lois i Ann(żony alkoholików-założycieli AA) powołały do życia Al-Anon nie po to by "uczyć jak się rozwieść" (a takie tematy najczęściej są słyszane na grupach w Polsce-chociaż są też takie, gdzie rzeczywiście spełniają swoją rolę i założenia założycielek- pomagają w pełnym słowa znaczeniu poukładać, uratować związek), lecz wskazują "jak się zmieniać, jak potrafić żyć" w świecie i z trzeźwiejącym alkoholikiem.
Bo w tym właśnie celu po 15 latach istnienia AA obie te kobiety założyły bratnią wspólnotę. Zobaczyły, że małżeństwa, które przetrwały kataklizm pijaństwa partnera - rozpadają się właśnie już po zaprzestaniu picia alkoholika. Osoby bliskie zostawały w "starym życiu", alkoholik zmieniał sie. Trudno było osobom współuzależnionym jakby odnaleźć się w nowej rzeczywistości. No i niestety...
Wtedy następowały(następują) rozwody. A to nie z winy(powodu) pijaństwa Alkoholika.
Warto więc mówić (pisać)o tym osobom, które zastanawiają się co ze sobą robić, czy chcą zostać w zwiążku i się zmieniać? Czy nawet, gdy związku nie da się uratować, będą potrafiły żyć? Ułożyć sobie nowe życie?
Bo prędzej czy później bez zmian obu stron niestety takie stadło rozleci się a współuzależniona znów będzie cierpieć i zastanawiać się - DLACZEGO???
To takie poranne moje pisanie.
Pozdrawiam i zmykam do życia :D
xxx
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 926
Rejestracja: 01 cze 2005, 08:46
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: @sik » 06 maja 2008, 07:47

Witam o poranku. Cieszę się że ktoś podniósł ten temat. prawde powiedziwszy są to pytania które od dłuższego czasu nie dają mi spokoju. Jeśli nadal on pije i nie chce podjąć leczenia to się nie układa i ochodzimy. Ale co jeśli w którymś momencie on się opamięta? Jeśli ja nie podejmę terapii to jesteś my skazani na porażke? Byłam na jednym spotkaniu Al-Anon i pomimo tego że zostałam przyjęta bardzo ciepło nie bardzo mnie pociągają tego typu spotkania (przy okazji pozdrawiam Jedną Osobę). Z racji sprawowania opieki nad chorą mamą i synem nie bardzo mam czas na terapie indywidualną. Czy w takim układzie pozostaje tylko definitywne rozstanie? Pozdrawiam Asia :(
@sik
Użytkownik forum
Użytkownik forum
 
Posty: 29
Rejestracja: 02 lut 2007, 19:38
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: Ewa » 06 maja 2008, 10:04

Pozwolę sobie w tym ciekawym temacie podzielić się osobistymi refleksjami.
Pewnie jestem wyjątkiem, ale dla mnie rozwód nie był tragedią. Żaden. Z pierwszym mężem rozstawaliśmy się w zgodzie, dzisiaj możemy powiedzieć o sobie - przyjaciele. Po rozwodzie z alkoholikiem i hazardzistą czułam natomiast niewysłowioną ulgę. Zmagałam się potem z problemami bytowymi, z własnymi rozchwianymi emocjami, przede wszystkim z lękiem, ale nie mogę o sobie powiedzieć, że była to dla mnie tragedia. Był to czas trudny, bo musiałam stawiać fundamenty życia od nowa, ale nie tragedia. To tyle o moim odbiorze moich rozwodów.
Co do własnych wrażeń z mityngów Al-Anon, na których byłam kilka razy - powiem wprost, że źle się tam czułam, pisałam o tym w swoim wątku, więc tutaj tylko krótko: grupa kobiet, w większości z pijącymi mężami w domu opowiadająca o tym, że można dobrze żyć nawet z pijakiem. OK. Po wyjściu ze spotkania słyszałam, że jedna się leczy u psychiatry, druga zjada tony leków, a inna, że ciągle płacze. Coś mi nie grało na tych dwóch płaszczyznach, ale może trafiłam na nie taką grupę jak trzeba. Mnie zdecydowanie bardziej odpowiadała terapia indywidualna, An-Anon przestał mnie interesować. Może znowu jestem nietypowym przypadkiem.
Co do rozwodów po zaprzestaniu picia - z moich osobistych doświadczeń wynika, że jest spora grupa pijaków, którzy zaprzestając pić nie potrafią dokonać żadnych innych zmian oprócz abstynencji. Pijani są w głowie - widziałam takich i widzę. Są też tacy, którzy udają trzeźwienie, albo odbija ich w innym kierunku - hazardu (mój exmąż), kompulsywnej religijności itd. Takie osoby w sporej liczbie spotkałam na swojej drodze, widziałam nawet takich na AA. Podczas SPP rozmawiałam na ten temat z moimi psychoterapeutami-trenerami, pytałam o ich doświadczenia. Potwierdzali moje obserwacje, wierzę im, bo mają wieloletni staż pracy.
Są wreszcie i takie żony alkoholików trzeźwiejących i pijących, nie to jest ważne w tym momencie, które są po prostu wredne. Sekutnice, kapral porucznik i kapo w jednej osobie. I te kobiety choćby anioła miały przy boku, to też nie da rady z nimi wytrzymać. Tym bardziej nie wytrzyma z nimi trzeźwiejący alkoholik z jego jazdami emocjonalnymi, które przerabia i się z nimi zmaga. Więc jeszcze sekutnica u boku? Nie da rady. To też moje obserwacje takich par.
Czy bez terapii w kierunku współuzależnienia nie ma szans? Nie mam zielonego pojęcia. Myślę, że są, ale w jakim procencie to wie tylko chyba Pan Bóg. Myślę też, że jeśli kobiecie zależy na związku to warto spróbować terapii. Ja próbowałam terapii par, gdy mój exmąż udawał trzeźwienie, dziarsko biegnąc do szulerni tuż po spotkaniu z psychoterapeutą. Ale jeśli obie strony są wobec siebie uczciwe to może warto spróbować.

Na zakończenie tej pewnie zbyt długiej wypowiedzi, ale i temat obszerny, powiem, że w moim osobistym przeświadczeniu większe szanse trzeźwiejący alkoholik ma z nową partnerką, niż z aktualną żoną. Bo tej aktualnej żonie trudno bardzo pozbyć się bagażu tego szlamu, który przez lata się w niej zebrał. Nie muszę mieć racji, ale analizuję co widzę i taka jest moja opinia. Alkoholizm niszczy związek niestety i bardzo rzadko udaje się go odbudować, choć jak widać choćby z historii na tym forum są związki, którym się udaje.
Myślę, że kobieta przed podjęciem decyzji powinna sobie odpowiedzieć na pytanie - czy chcę naprawdę żyć z alkoholikiem podejmującym próbę trzeźwienia? Czy wiem, z jakimi konsekwencjami to się dla mnie wiąże? Czy wiem, na jakie ograniczenia, także własne, będę musiała się zgodzić wspierając trzeźwienie partnera? Czy godzę się na ryzyko, że trzeźwiejący partner powróci do nałogu, albo znajdzie sobie kompulsję, bo takie ryzyko jest wpisane w kliniczny obraz jego choroby? Czy potrafię poradzić sobie z lękiem przed takim rozwojem wydarzeń? Jak widzę funkcjonowanie samej siebie w takim związku? I wiele jeszcze pytań. Może dobrze na takie pytania odpowiadać sobie z życzliwym wsparciem profesjonalisty, który prostować będzie pokrętność myślenia.
Pozdrawiam
Ewa
Awatar użytkownika
Ewa
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1966
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 12 sty 2005, 16:30
Podziękował : 12 razy
Otrzymał podziękowań: 8 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: @sik » 06 maja 2008, 18:27

Dziękuje za obszerną ale jakże mądrą wypowiedź. Strasznie dużo dały mi do myślenia te wszystkie pytania ale o parodio i dużo rozjaśniły. Pozostaje jeszcze jeden dylemat myśle troche moralny. Zwyczajnie boje się że jeśli teraz w momencie podjęcia przez mojego jeszcze m próby trzeźwego życia ja poinformuje go o mojej decyzji on zwyczajnie się załamie i wróci do picia :( . Co o tym myślicie? Pozdrawiam Asia
@sik
Użytkownik forum
Użytkownik forum
 
Posty: 29
Rejestracja: 02 lut 2007, 19:38
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: lulla » 06 maja 2008, 22:31

Asiu , myślę , że nie jesteś w 100% przekonana , że rozwód to konieczność w Twoim przypadku .
:)

Mazajko , dobry temat , ale wiązanie sprawy rozwodów z Al-Anon ?
To niekoniecznie trafne . Szczególnie w obliczu tego :

" Zasadniczym celem Al-Anon jest niesienie pomocy nam , swoim członkom , w rozwiązywaniu naszych osobistych problemów . Ważne jest , aby nowoprzybyły zdawał sobie sprawę z tego , że członkowie naszej wspólnoty nie są przygotowani przez wykształcenie czy też praktykę do dawania rad , osądzania czy też radzenia w osobistych , intymnych problemach , szczególnie takich , które wiążą się ze skomplikowanymi stosunkami rodzinnymi . Jest to zadanie dla psychologa , osoby duchownej , pracownika społecznego lub też innych osób , posiadających odpowiednie przygotowanie zawodowe. "

za "Problemy w małżeństwie z alkoholikiem " Al-Anon Grupy rodzinne ( za zgodą Al-Anon Family Group Headquoters )


Mnie w podjęciu decyzji pomagali fachowcy z Katolickiej Poradni Rodzinnej przy ul Książecej ( w Warszawie ) .
Między innymi ksiądz Stanisław , który sensu żadnego w trwaniu mojego małżeństwa nie widział . I to nie dlatego , że ja " złą kobietą byłam " .

Poradnia Rodzonna , psycholog , terapeuta - to są odpowiednie miejsca do zastanawiania się - trwać , czy odpuścić .
Al-Anon nie do tego służy . Podobnie jak AA .
We Wspólnocie bez pudła można rozpoznać , kto byl na dobrej terapii , kto na marnej a kto wcale i sobie kroczy rok po roku bez zmian .
Albo w tak powolnym tempie , że już wszystko mu się rozpadło i zgniło .
Na tym forum terapia jest wskazaniem nr 1 .
Profesjonalna terapia . Al-Anon jako uzupełnienie .

I jeszcze szczegół - dzisiaj fakty z życia założycielek Al-Anon byłyby niezbitym powodem do uzyskania rozwodu z orzekaniem o wyłącznej winie alkoholika .
Ameryka pd tamtych czasów się zmieniła i alkoholicy są do terapii zmuszani sankcjami sądowymi .
Nikt nie czeka latami aż im się zechce .
Członkowie rodziny są pod znacznie większą ochroną niż w Polsce .
A i kobiety bardziej samodzielne i przedsiębiorcze .

pozdrawiam

lulla
"Gdy wiosna przychodzi , trawa rośnie sama . "
Awatar użytkownika
lulla
Moderator
Moderator
 
Posty: 6530
Zdjęcia: 9
Rejestracja: 24 gru 2005, 10:40
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 13 razy

Nieprzeczytany postautor: xxx » 07 maja 2008, 06:29

Niezbyt chętnie wchodzę w pisanie w stylu "co poeta miał na myśli".

Ale temat związków (ich trwania) dla mnie, wieloletniej mężatki, matki jest b.ważny i to niezależnie od tego "kto po jakiej stronie barykady stoi".

Nigdy nie śmiałabym napisać, że Al-Anon powstał po to, aby "ułatwiać" rozwody - bo to NIEPRAWDA. Ja nie wiem kto i jakie powody miewa do rozwodu. Wiem, że rozpadają się związki tzw. normalnych ludzi. Widocznie mają inne powody niż alkoholizm jednego z małżonków.Czasami rozwód jest koniecznością, aby ratować życie swoje i dzieci. Jest koniecznością, aby "pomóc" alkoholikowi upaść na dno.
Jak to u ludzi bywa - różnorodność barw i poczynań.

Ale też znam pary, które mimo choroby alkoholowej w rodzinie, pokonują choróbsko i tworzą nadal szczęśliwe stadło (choćby tu opisująca swoją drogę AgaD).
Jest to naoczny przykład tu na forum, mówiący o tym, ze jeśli oboje konsekwentnie podejmują się zmian w sobie, pozostają i mogą cieszyć się z bycia razem.

Ale właśnie często też słyszę "porady" typu: rozwiedź się! On i tak do końca zostanie alkoholikiem, nie macie szans, ułóż sobie życie "z normalnym" facetem.

Kurcze - tylko czy tak do końca jest ktoś na tym świecie "normalny"? ;) To na marginesie.

Uważam(na podstawie obserwacji par, które znam), że gdy mądre osoby - pracujące na programie Al_Anon, rozumiejące ten program, wdrażają go w swoje życie, to mają szansę naprawić swój związek, naprawić siebie. Niezależnie od płci.

I przykro jest patrzeć na pary, które rozpadają się tylko dlatego, ze mimo zaprzestania picia przez alkoholika jednej ze stron przyszła do głowy "droga na skróty" czy zwyczajnie nie chciało podjąć się minimalnego wysiłku.

Pozdrawiam.
Wiem też, że wiele związków nie istniałoby gdyby nie właśnie alkoholizm. To on ich "trzymał" przy sobie. A gdy został zatrzymany - :( przestałistnieć "powód miłości".
Ech jakie to wszystko pokrętne, jakie zakłamane...A na dokładkę dzieje się w ludzkiej podświadomości i tak trudno do tego dotrzeć. :(
xxx
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 926
Rejestracja: 01 cze 2005, 08:46
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: ulcia » 07 maja 2008, 06:58

Mazajko nie mam tak dużego doświadczenia bo nigdy nie byłam mężatką zawsze się bałam Osób pijących. Ponieważ miałam Ojca alkoholika i teraz póżniej Braci trzech alkoholików. Ojciec(57 lat) z Bratem(42) zapili się na śmierć w młodym wieku. Dlatego jak poznawałam jakiegoś Partnera i wypił jakiś alkohol to myślałam, że to alkoholik lub będzie i się roztawałam. Natomiast jak pisałaś wcześniejszy poście że trudno się roztać z bratem i to jest prawda, albo tylko chore bo już nie bardzo rozumię tę różnicy. Lata minęły mnie jak jeden dzień i zmarnowane życie bo ani Dziecka i Męża nie mam. Bo cały swój czas marnowałam na wyzdrowieniu chociaż jednego brata :( :roll: Ale było to daremne, dopiero w 47 roku życia zaczęłam robić coś ze sobą czyli poszłam na terapię i od razu na spotkania Al-anon i teraz zaczynam żyć można powiedzieć bardzo dobrze. Też nie było łatwo bo w lipcu 2008 r. minie 3 lata ciężkiego zdrowienia ale na dzisiejszy dzień jestem szczęśliwa tak mnie się wydaje <hura> . Jeszcze napiszę że jeżeli chodzi o AgęD to jestem naocznym świadkiem jak ta Rodzinka się zmienia i wiele innych Rodzin bo znam ich bardzo dużo dzięki spotkaniom Naszej Wspólnoty. Tak samo znam też takie małżeństwa, które się roztały i jest im bardzo żle i tak samo, które ułożyły Sobie życie na nowo i też są szczęśliwe Pary. Natomiast ja jeszcze nie jestem gotowa na związek bo mam sama zaburzone życie ale może coś się zmieni. To na tyle nie wiem czy to się komuś przyda ta moja wypowiedż ale dostałam jakiegoś olśnienia w tym temacie i pozdrawiam wszystkich gorąco ulcia już może szczęśliwa <hura> <hura> <hura> <hura> <hura>
ulcia
Awatar użytkownika
ulcia
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1126
Zdjęcia: 9
Rejestracja: 06 mar 2006, 17:44
Lokalizacja: warszawa
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: @sik » 07 maja 2008, 07:18

No właśnie Lulla nie jestem :roll: . Między innymi dlatego wciąż czytam to forum. Chyba licze po cichutku na to że mi troszke się rozjaśni w główce.Cały czas dręczą mnie pytania co będzie "jeśli".Ech pokręcone to życie. pozdrawiam Asia
@sik
Użytkownik forum
Użytkownik forum
 
Posty: 29
Rejestracja: 02 lut 2007, 19:38
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: lulla » 07 maja 2008, 07:47

Asiu , czytanie forum niewiele Ci da .
Niby sytuacje podobne ale nie takie same .
A diabeł tkwi w szczegółach :)

Jeśli już , to poczytaj temat Agi ( jest jako przyklejony w Dziale Alkoholizm ) , może znajdziesz tam swoje wątpliwości .
I tu moja refleksja - każdy widzi świat swoimi oczami , co w temacie Agi szczególnie mocno widać . Gdyby Aga ograniczyła swoje działania do czytania forum , kiepsko byłoby z jej rodziną .
Działo się w jej temacie , działo <grozi>

Asiu , jesteś z Warszawy , masz bardzo wiele możliwości . Skorzystaj z nich .

pozdrawiam

lulla
"Gdy wiosna przychodzi , trawa rośnie sama . "
Awatar użytkownika
lulla
Moderator
Moderator
 
Posty: 6530
Zdjęcia: 9
Rejestracja: 24 gru 2005, 10:40
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 13 razy

Nieprzeczytany postautor: @sik » 07 maja 2008, 07:57

dziękuje Lulla. Temat Agi przeczytałam caluśki (trochę mi to zajęło ;) ). Miałam nawet przyjemność poznać Ją realu fantastyczna kobieta. I właśnie po tym na nowo ogarneły mnie wątpliwości. Bo skoro czasem się udaje :roll: . Ale z drugiej strony czasem nigdy się ie udaje. Na dzień dzisiejszy byłam w dwóch przychodniach, w jednej zrezygnowałam po 10 spotkaniach w drugiej nie potrafiłam się odnaleźć od samego początku. Może powinnam szukać dalej? Czasem czytając to forum wydaje mi się że ja nie terapeutyzowana jestem taka hmm... mało mądra. Pozdrawiam Asia
@sik
Użytkownik forum
Użytkownik forum
 
Posty: 29
Rejestracja: 02 lut 2007, 19:38
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: lulla » 07 maja 2008, 08:07

Asiu , nigdy nie mów i nie myśl o sobie źle . :)

Nie rezygnuj z terapii . Byłaś w Petrze w Al. Jerozlimskich ( 47 / 3 ) ?
"Gdy wiosna przychodzi , trawa rośnie sama . "
Awatar użytkownika
lulla
Moderator
Moderator
 
Posty: 6530
Zdjęcia: 9
Rejestracja: 24 gru 2005, 10:40
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 13 razy

Nieprzeczytany postautor: @sik » 07 maja 2008, 09:38

Nie tam jeszcze nie dotarłam. Dziękuje spróbujemy i tam. Może rozjaśni troche w główce :roll:
@sik
Użytkownik forum
Użytkownik forum
 
Posty: 29
Rejestracja: 02 lut 2007, 19:38
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: Ewa » 07 maja 2008, 11:15

O tym, że wiele małżeństw z alkoholikiem opiera się na chorej nałogowej więzi - mówiła mi o tym moja terapeutka. I kiedy ten fundament związku zaczyna się zmieniać, bo przecież nie znikać (choroba alkoholowa jest nieuleczalna), wówczas w związku może pojawić się pustka.
Moim zdaniem, to powszechna prawda o tych związkach.
Myślę sobie jednak, że to jedna strona medalu. A jest jeszcze i druga. Tą drugą jest zwyczajne zmęczenie, brak chęci. Bo życie z trzeźwiejącym alkoholikiem wymaga jednak pewnego podporządkowania jego chorobie w tym sensie, w jakim zawrzeć można wynikające z niej ograniczenia. To tak, jakby zaakceptować, że facet z protezą nogi może tańczyć, czemu nie, ale będzie tańczył z protezą nogi, a nie z własną nogą, bo jej nie ma. Takie mi się jakoś nasunęło porównanie.
Nie mam doświadczeń własnych ze związku z trzeźwiejącym, bowiem mój były mąż nigdy nie trzeźwiał. Nie pijąc i chwilowo nie grając ciągle był na suchym kacu, a i ten wkrótce przechodził w czynny hazard. Obserwowałam jednak jego sponsora, który stanowił dla mnie przykład odbicia w kierunku religii. Ten facet był na "mityngu" właściwie całą dobę, a jak chwilowo go opuszczał to wpadał w kaznodziejstwo. Dziwny był, dla mnie męczący, bo nienaturalny w tym wszystkim.
Ja się nie dziwię kobietom, którym zwyczajnie się nie chce życia z alkoholikiem. Nawet trzeźwiejącym. Bo dla mnie ma to jednak pewien koloryt poświęcenia się, w moim subiektywnym odbiorze. I jedna kobieta się w tym będzie realizować, a innej ten kolor będzie przeszkadzał. Ja myślę o sobie, że należę do tych drugich. Kiedyś jakieś deficyty wewnątrz mnie wypełniało owo poświęcanie się, dzisiaj się już nie poświęcam dla mężczyzna. Bo mi to nie pomaga, ale mocno przeszkadza. Facet to tylko facet, tak samo jak kobitka to tylko kobitka. Znaleźć dystans, proporcje.
Mój exmąż był moją największą miłością w życiu - sto procent zaufania, oddania i uczciwości ofiarowałam mu na początku związku. A on na to zwyczajnie nawalił kupę i jeszcze oczekiwał, że będę mu za to wdzięczna. I po prostu tym zabił tę miłość. Bo miłość to uczucie wymagające pielęgnacji, a nie zanieczyszczeń gromadzonych latami. Dzisiaj wolę mężczyznę, przy którym nie odczuwam emocjonalnego haju, ale spokojną, stabilną bliskość. Ma z mojej strony 100 proc. uczciwości, nie zaburzające moich potrzeb oddanie i zaufanie takie, jak kierowca na drodze w stosunku do innych użytkowników. Nie wyprzedzam na trzeciego, ale też jestem przygotowana, że może mu odbić i mi zajedzie drogę. Ale dla mnie, w przeciwieństwie do dawnego czasu, nie będzie to już zstąpienie do piekieł, jak kiedyś.
Pewnie tyle mi się na ten moment pojawiło w głowie w związku z tematem.
Ewa
Awatar użytkownika
Ewa
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1966
Zdjęcia: 3
Rejestracja: 12 sty 2005, 16:30
Podziękował : 12 razy
Otrzymał podziękowań: 8 razy
Płeć: kobieta
gadu-gadu: 0

Nieprzeczytany postautor: @sik » 07 maja 2008, 12:24

Kurcze Ewa czytam i oczom nie wierze. To tak jakbyś "weszła" do mojej głowy i wygarneła z niej wszystkie wątpliwości. Życie z alkocholikiem nawet trzeźwiejącym to ciężkie życie. Jeśli jeszcze do tego dodamy bagaż emocjonalny z okresu jego picia to już wogóle wydaje mi się to ponad moje siły. Tylko że ja nadal nie chce go ranić. Myśląc o nim raczej przychodzą mi do głowy uczucia takie jak litość żal niestety nie miłość już :( .
@sik
Użytkownik forum
Użytkownik forum
 
Posty: 29
Rejestracja: 02 lut 2007, 19:38
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Nieprzeczytany postautor: yoytek » 07 maja 2008, 12:31

Wiele czasu w trakcie terapii poświęciłem na układanie swoich relacji rodzinnych. Przyznam, że nie odniosłem sukcesu. Jestem zdania, że najlepszym rozwiązaniem okazało się zaprzestanie ich naprawiania. Tu nie było zmęczenia, ale uznanie jakieś niemożności. Zrozumiałem, że każde z nas wniosło jakieś wiano w ten związek, swoje potrzeby i wyobrażenia. Okazało się, że jak przeniosłem swoją uwagę na własne niedociągnięcia, konfrontacji jest zdecydowanie mniej.
Archiwa nagrań o trzeźwości:
do pobrania: http://www.4shared.com/account/home.jsp#dir=jXVLxvWv
do odsłuchania aktualne: http://bodkacy.wrzuta.pl
i dawne http://yoytek.wrzuta.pl
yoytek
Mega pisarz
Mega pisarz
 
Posty: 1242
Rejestracja: 19 gru 2004, 11:34
Lokalizacja: mazowieckie
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: mężczyzna
gadu-gadu: 0

Następna

Wróć do Tematy bez granic

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 18 gości